Wiersz o niezwykłej sile spokoju, dojrzałości, pogodzeniu się z czasem. Ujrzeniu przeżywanej chwili w bursztynowej kropli, tu komary są też chyba metaforą, peel chciałby w tym urokliwym czasie zastygnąć. Czemu akurat jako komar-krwiopijca? To ciekawe, mogłaby być muszka, prawda?

Chyba tylko siebie chce odpersonifikować.
A czemu wzrok skierowany ku dachowi świątyni? Potrzeba sacrum w wieczności?
Wiersz ciąży ku bytowi bryłki jantaru, bo choć piękno, potrzeba miłości, a uliczka zaraz się skończy.

Bardzo na tak, Jurku.