dlaczego
dookoła krzyża nie krew rozpuszcza śnieg ale żółć,
pot i zapach szczyn, z których
bóg się spowiada
albo przeklina kiedy umiera,
rezygnując codziennie.
z cierpienia trzeba korzystać, wytarzać sie w nim.
-
- Posty: 76
- Rejestracja: 25 lut 2016, 13:17
- eka
- Moderator
- Posty: 10470
- Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59
Re: z cierpienia trzeba korzystać, wytarzać sie w nim.
O! Buntowniczo, z pretensją, krzykiem peela o etycznym i ontologicznym bycie cierpienia. Bardzo metaforycznie, ale jednocześnie wiersz realizowany w słowach materialnej fizyczności bólu.
Zrozumieć dlaczego nieodłącznym elementem wszechświata Boga i człowieka jest cierpienie starało się wielu filozofów, teologów, artystów, w tym poetów.
Twój wiersz zaczyna się pointą buntowniczą, ironią bowiem jest namawianie do tarzania się w cierpieniu. Peel wręcz śmieje się z tych, którzy zamiast jak najszybciej zapomnieć o bólu, wciąż szukają sytuacji, aby je przeżywać na nowo, doznawać.
Zatem prześmiewczo zachęca.
Wiersz o masochistach? Przynajmniej tak zdaje się sugerować tytuł (brak ogonka w się).
Ależ skąd, ważniejszy jest sens wielopiętrowej metafory pod nim, tworzącej ciało wiersza.
Ciało jakże jest niedoskonałe, mniej szlachetne niż cierpienie, a wzniosłość cierpienia, czyli odczuwania śniegu (tego chłodu, obojętnej bieli rzeczywistości) winna rozpuszczać krew, bo ona też jest materialna, ale... nie śmierdzi, i starzejąc się, pozostaje bez zmian, wciąż nasycona intensywnym kolorem, symbolem życia.
Krzyż i Bóg.
Zapis mała literą i ostatni wers każe mi odczytywać w Bogu przeklinającego cierpienie człowieka, również przy okazji spowiadającego się z przysparzania bólu innym.
A jednak człowiek umiera, kiedy rezygnuje z czucia cierpienia, i znowu wracamy do tytułu.
Wiersz, jako krytyka pewnej postawy. I niemożności zgody na status quo powoli, brzydko zanikającej fizyczności.
Czyli - carpe diem.
Tak?

Zrozumieć dlaczego nieodłącznym elementem wszechświata Boga i człowieka jest cierpienie starało się wielu filozofów, teologów, artystów, w tym poetów.
Twój wiersz zaczyna się pointą buntowniczą, ironią bowiem jest namawianie do tarzania się w cierpieniu. Peel wręcz śmieje się z tych, którzy zamiast jak najszybciej zapomnieć o bólu, wciąż szukają sytuacji, aby je przeżywać na nowo, doznawać.
Zatem prześmiewczo zachęca.
Wiersz o masochistach? Przynajmniej tak zdaje się sugerować tytuł (brak ogonka w się).
Ależ skąd, ważniejszy jest sens wielopiętrowej metafory pod nim, tworzącej ciało wiersza.
Ciało jakże jest niedoskonałe, mniej szlachetne niż cierpienie, a wzniosłość cierpienia, czyli odczuwania śniegu (tego chłodu, obojętnej bieli rzeczywistości) winna rozpuszczać krew, bo ona też jest materialna, ale... nie śmierdzi, i starzejąc się, pozostaje bez zmian, wciąż nasycona intensywnym kolorem, symbolem życia.
Krzyż i Bóg.
Zapis mała literą i ostatni wers każe mi odczytywać w Bogu przeklinającego cierpienie człowieka, również przy okazji spowiadającego się z przysparzania bólu innym.
A jednak człowiek umiera, kiedy rezygnuje z czucia cierpienia, i znowu wracamy do tytułu.
Wiersz, jako krytyka pewnej postawy. I niemożności zgody na status quo powoli, brzydko zanikającej fizyczności.
Czyli - carpe diem.
Tak?

- Bożena
- Posty: 1338
- Rejestracja: 01 lis 2011, 18:32
Re: z cierpienia trzeba korzystać, wytarzać sie w nim.
w niewielu słowach tyle treści- jest się nad czym zatrzymać i pomyśleć- złość, że istnieje cierpienie choć niby ono uszlachetnia i niby Bóg zrzucając na nas cierpienie okazuje swoją miłość- dobry wiersz 
