Miesiąc temu córka moich przyjaciół wyciągnęła taśmę szpulową z nagraniem. To już relikt. Ona, dziś kobieta dojrzała i matka dzieciom i ja, starszy pan o białych włosach. Na taśmie nagranie, o którym nawet nie wiedziałem. Gdy była malutką dziewczynką, a ja jej "wujkiem", brałem ją na kolana i czytałem bajki. Mój przyjaciel to nagrał, by puszczać jej te nagrania do poduszki. Miłe to było, powspominaliśmy... I przyszła od razu refleksja, że dziś bym się bał tak postąpić. To, co było normalne i piękne, czyli branie dzieci na kolana, już takim nie jest, w czasach lęku przed "złym dotykiem". Ale wtedy mogłem, dziś ze spokojnym sumieniem wspominając to z Agnieszką.
To takie nawiązanie do złego dotyku. I do pewnej na tym punkcie obsesji. Gdybym dziś wziął dziecko na kolana i trafił na nieprzychylny tego odbiór wśród dorosłych, nawet nie miałbym możliwości się wytłumaczyć. Lincz jest już obowiązkowy. Lepiej nie zaczynać.
Spojrzenie, to też dotyk. Może być naturalnym lub złym dotykiem. Ale nie musi być złym z natury. Bez tego rodzaju spojrzeń kobieta nie poczuje się kobietą. Ale granica jest niebezpieczna, wymaga taktu i zrozumienia drugiej strony. Bo wzrok osoby rozbieranej trzeba uważnie czytać. Czyli jest to pewnie gra dla wytrawnych graczy. Ale ważne, żeby życie nie było na siłę pozbawiane kolorów. Raczej ubarwiane spojrzeniami i kwiatami.
Życzę wam, moje panie, wielu życiodajnych spojrzeń. I wierszy, takich jak ten, które wyzwalają takie życzenia
