Tak, zdecydowanie.
Dzięki Piotrek za porównanie.

Świetne zawsze te Twoje komentarze, Jerzy.alchemik pisze:Twórczyni, wzięłaś na siebię rolę Stwórcy.
A Bogowie bywają, a właściwie, są zazdrośni.
Nawet, jeżeli to tylko błękitny koralik wypolerowany palcami.
Nawet, jeżeli to tylko wiersz o błękicie w kulce.
Byle nie w sztyfcie.
A ten błękit...?
Czy to nie ten, co zabełtał komuś w głowie? Cudowny wiersz - pieśń Tadeusza Woźniaka.
Moim zdaniem, błękitny przebłysk geniuszu.
Oczywiście, że nie.eka pisze:nocne niebo nie poukładało się samo
Ale chyba nie uważasz, że to Stwórca?
Układamy to niebo każdym spojrzeniem od czasów antycznych.
Teraz nadajemy układom numerki współrzędnych.
O dziwo, wykorzystując antyczne nazwania.
Może i Stwórca.
Ale On mieszka w nas. Tych wszystkich, którzy w to niebo spoglądają z niebieskiej kulki.
As, kocha poezję i rozumie ją, jak mało kto.
Ale, tak jak ja, zaczyna utożsamiać poezję z poetkami.
Nie dziwię się, że kocha się w Glo.
Mnie jednak smuci w tym wierszu fakt, że masz zamiar wypuścić Ziemię z dłoni.
Kończysz czas w jego nieskończoności.
Może to tylko przypomnienie cykliczności od zegarmistrza światła.
Dobry wiersz, a budowla CAŁKIEM SIĘ TRZYMA przez swoją kulistość.
O co chodzi z tymi dzwońcami? Po prostu śmiesznie się kojarzą. Może jednak usuń?!
Dla czytelników.
Jurek![]()
![]()
he he, czasownik ograny przez rzeczownik.eka pisze:Jak słyszę/czytam - zabełtać - dostaję wysypki. Rzadko o bardziej ograny czasownik.
To żonglerka, chciałam aby to tak właśnie zobaczono.she pisze:W każdym razie, początek wiersza wskazuje, że to do podmiotu należy ten wysiłek, aby wszystko toczyło się swoim prawidłowym tokiem. Przecież
obracanie kulki między palcami nie jest łatwe... To trochę jak żonglerka. Trzeba pracy, treningu, żeby kulka nie wypadła z rąk.
Ale udaje sięNawet dzwońce, obrazujące natrętne, krzykliwe, niechciane myśli - ustępują. Lubisz motywy ptaków, Ewa
Zauważyłam to
Są ważne
A druga część - tutaj podmiot oddaje ster z rąk. Nie próbuje za wszelką cenę utrzymać kontroli, wręcz przeciwnie - otwiera dłonie
Ja to odczytuję po swojemu - jako oddech, ulgę, odpoczynek. Uczucie, kiedy coś dobrego staje się dla nas, ale bez naszej ingerencji.
Dla mnie też, Ann.anastazja pisze:Zwyczajna kulka doczekała się swojego miejsca i czasu - niegłupio wyszło.
Jak dla mnie druga wersja bardziejsza. Pozdrawiam eko.
Konteksty są ważne, chodziło mi w poprzednim poście o nachalność kariery tej metafory, w ilu wierszach ten czasownik się pojawia, co już nie zabełtał, aż do bezmyślnego bełkotu.alchemik pisze:he he, czasownik ograny przez rzeczownik.
bełt - bełtać
Ja jednak bełtanie błękitu odczytuję przez kontekst.
I uważam, że wzsystko należy tak odczytywać.
Dzwońce kojarzą mi się pozaornitologicznie z serialem Czterj pancerni i pies. O to Ci chodziło?alchemik pisze:Dzwońce.
Ależ wiem.
Też uwielbiam ptaki. Ich harmider i urodę.
Tylko że mi się dziwnie skojarzyły.
A na popularne skojarzenia trzeba uważać.
alchemik pisze:Uczuciowe układanie gwiazd. Tworzenie własnych konstelacji.
Toż to oddzielny temat na poezję.