Wypatrzył ją zainteresowaniem młodzieńczej odmienności płci, która w podstawówce kończyła się ciąganiem za włosy i zaglądaniem pod spódnicę śmielszych. Była wzorcem mamy, powielanym przez wyobraźnię dorastającego nieśmiałka, którego kontakty z dziewczynami kończyły się na zerżniętym zadaniu. Był zawiedziony, bo próby męskiej odkrywczości, wsparte wyjątkowością wyjąkanych zachwytów, w kwestii być, albo nie być serca zawiodły. Omijała go łukiem i zauważył, z nieskrywaną zazdrością, że jej uwaga poświęcona jest reklamówce męskiej zdobywczości, czyli muskularnej złudzie. Daremnie wtykał nos i rzucał miłosne kłody pod jej stożkowe uda. Próby nawiązania kontaktu kwitowała odrzucającym – spadaj. Nosiło go, bo męskie ego nieskażone i nie utytłane byle przygodą domagało się akceptacji.
Startował przy wewnętrznym teraz.
- Elu mogę dwa słowa?
- może innym razem, bo bardzo się śpieszę, zresztą, o czym mamy rozmawiać, tracisz czas i lepiej zapomnij.
To było jak policzek i tylko mama wiedziała, że jej krew burzy się w żyłach syna daremnie.
Ma czas – myślała – Ewy i tak go skuszą, lecz cierpliwość pozwoli bezbłędnie wybrać grzeszną spódnicę.
Niecierpliwość młodości bolała nad nieporadnością chwili i kombinował przyszłe scenariusze, żeby uspokoić żądze. Tłumaczył sobie, że to tylko tymczasowe zauroczenie, które minie i następny obiekt będzie uległy. Niestety, tezy wyobraźni młodzieńczej były ulotne i nocne wizje sprowadzały się do relacji dnia.
Znów było:
- Elu mam dwa bilety.
- co robisz dziś wieczorem?
Mrożące spojrzenie odstraszało i zamykał się w gniazdku niedostępności, często w kpinach ironii kolegów. Mógł myśleć tylko jedno, nie każdemu wyśnione i czekał zdołowany.
Życie tworzy dziwne scenariusze i wracając do domu wieczorem usłyszał krzyk dziewczyny:
- zostawcie mnie w spokoju
Nie czekał i pobiegł za głosem. W samą porę. Młody i silny poradził gromadce szczyli.
Nie mógł uwierzyć, to była ona, ta wyśniona i wymarzona niedosypianiem, nagle przylgnęła do niego. Tulił ją, choć ręce trwożne od byłych wydarzeń drżały. Mylił się i nie poznawał dziewczyny. Co ją tak odmieniło, czyżby szok z którego ją wybronił?
Dzisiaj była inna i korzystając z sytuacji wyrzucił z siebie całe męskie, nagromadzone pragnienia. Słuchała i była wyrozumiała pod każdym względem. Zaskoczony świętował sukces, bo zdobył twierdzę, która była nieosiągalna w tylu podejściach. Był nawet chrzest męskiej niewinności wielokrotny, bo wiadomo. Odprowadzając widział gorące maje i stabilność.
Ech ulotne przysięgi. Starczył tydzień i kwiaty zwiędły. Były łzy w ukryciu, bo przecież homo męski nie płacze. Drwiny kolegów przeplatały się z powłóczystością koleżanek i zdanie o miłości zeszło do poziomu szamba. Unikała go i bolał nad tym, bo przecież był jak kryształ nietknięty. Stała się obsesją i wzajemne ścieżki zaczęły się krzyżować. To on dzięki karkołomnym pomysłom był zawsze tam, gdzie jego bezsenne noce. Cierpliwy.
Uczucie jest zdolne poniżyć się do obelgi, zdrady i walczy o przetrwanie w dążeniu do spełnienia błogostanów umysłu. Doczekał się i to był przypadek losu.
Zioła na zlecenie mamy były zaskoczeniem i niewiadomą.
Las i ona, zapłakana, wiec opiekuńczość, choć rozgoryczona wzięła gorę nad ambicjami męskiego ego. Przytulił, susząc na ramieniu łzy i własna miłość płonęła w zapomnieniu przeszłości. Nie poznawał dziewczyny, nie pytał, bo najważniejsze jest niedotykalne i starał się wygłaskać zaufanie. Dziwne, bo wracała jakby z zaświatów w jego ramiona. Znów była bliskość, były przysięgi na wieczność i zapraszał do domu, bo wiadomo mama musi obejrzeć.
Była z nim, lecz forma egzystowania razem zastanawiała, bo kpiła wielokrotnie i strachem wymuszała posłuszeństwo. Doszło do tego, że w przypływie wesołości powiedziała – powiem koleżankom, że masz małego fiutka i musisz być ze mną, bo żadna cię nie zechce. Cierpiał i zamiast sypiać myślał, jak ją utemperować, bo nie była złą dziewczyną, tylko widziała życie w mglistych zachciankach.
Mamy bywają kopalnią wiadomości i nikt tak jak one nie znają się na ścieżkach Amora.
Starczyło naganne – zostaw. Potem było – unikaj.
Zgodnie z dyrektywami autorytetu w sprawach dostępności i kaprysów majtek, omijał, choć pierś rozrywała grawitacja młodzieńcza.
Ekspert domowy był górą mówiąc – dobre ziarno z tęsknoty wykiełkuje a plewy wiatr rzuca z miejsca na miejsce i nigdzie go nie zagrzeją. Myśl mamy się sprawdziła.
- jest Robert? - pytała.
- pojechał gdzieś do panienki – słyszała wymijającą odpowiedź mamy.
Takie sytuacje powtarzały się i nie wytrzymał, bo musiał przez ucisk w klatce.
Przywitała go czule, by za chwilę:
- oczy ci wydrapię, szlajasz się gdzieś z lafiryndami a ja biegam darmo.
Tłumaczył cierpliwie, bo była ważniejsza od wszystkich Ew najłatwiejszych. Słuchała i swoje:
- jak jeszcze raz usłyszę od mamy o innych zdzirach to, to nie wiem…
Kobieta zmienną jest
- Gorgiasz
- Moderator
- Posty: 1608
- Rejestracja: 16 kwie 2015, 14:51
Re: Kobieta zmienną jest
To „śmielszych” na końcu niezbyt pasuje, trochę niejasne i nieokreślone. Można się domyślać, że chodzi o śmielsze dziewczyny, ale dlaczego nie można było zaglądać pod spódnicę nieśmiałych?. Chyba nawet łatwiej i bezpieczniej, bo śmiałe mogły dać w dziób.Wypatrzył ją zainteresowaniem młodzieńczej odmienności płci, która w podstawówce kończyła się ciąganiem za włosy i zaglądaniem pod spódnicę śmielszych.
Ten trzeci przecinek przeniósłbym po „serca”.Był zawiedziony, bo próby męskiej odkrywczości, wsparte wyjątkowością wyjąkanych zachwytów, w kwestii być, albo nie być serca zawiodły.
„nieutytłane”Nosiło go, bo męskie ego nieskażone i nie utytłane byle przygodą domagało się akceptacji.
Może innym razem, bo bardzo się śpieszę, zresztą, o czym mamy rozmawiać, tracisz czas i lepiej zapomnij.może innym razem, bo bardzo się śpieszę, zresztą, o czym mamy rozmawiać, tracisz czas i lepiej zapomnij.
Dziwne zdanie. Nie bardzo rozumiem sens.To było jak policzek i tylko mama wiedziała, że jej krew burzy się w żyłach syna daremnie.
„cierpliwość – niecierpliwość”: powtórzenielecz cierpliwość pozwoli bezbłędnie wybrać grzeszną spódnicę.
Niecierpliwość młodości bolała nad nieporadnością chwili i kombinował przyszłe scenariusze, żeby uspokoić żądze.
Co robisz dziś wieczorem?co robisz dziś wieczorem?
Życie tworzy dziwne scenariusze i wracając do domu wieczorem, usłyszał krzyk dziewczyny:Życie tworzy dziwne scenariusze i wracając do domu wieczorem usłyszał krzyk dziewczyny:
- zostawcie mnie w spokoju
- Zostawcie mnie w spokoju.
Co ją tak odmieniło, czyżby szok, z którego ją wybronił?Co ją tak odmieniło, czyżby szok z którego ją wybronił?
Dwa razy „ją”. Przed chwilą też było.
Dzisiaj była inna i korzystając z sytuacji, wyrzucił z siebie całe męskie, nagromadzone pragnienia.Dzisiaj była inna i korzystając z sytuacji wyrzucił z siebie całe męskie, nagromadzone pragnienia.
Odprowadzając, widział gorące maje i stabilność.Odprowadzając widział gorące maje i stabilność.
Lepiej „Wystarczył”, a jeszcze lepiej „Minął”.Starczył tydzień i kwiaty zwiędły.
„górę”Las i ona, zapłakana, wiec opiekuńczość, choć rozgoryczona wzięła gorę nad ambicjami męskiego ego.
Skąd zmian w jej uczuciach?O co chodzi z ziołami mamy? Niedopowiedziane.
Raczej „zaprosił”.Znów była bliskość, były przysięgi na wieczność i zapraszał do domu, bo wiadomo mama musi obejrzeć.
Przecinek po „wiadomo”.
Cierpiał i zamiast sypiać, myślał, jak ją utemperować, bo nie była złą dziewczyną, tylko widziała życie w mglistych zachciankach.Cierpiał i zamiast sypiać myślał, jak ją utemperować, bo nie była złą dziewczyną, tylko widziała życie w mglistych zachciankach.
Nie rozumiem. „majtek”?Zgodnie z dyrektywami autorytetu w sprawach dostępności i kaprysów majtek, omijał, choć pierś rozrywała grawitacja młodzieńcza.
„grawitacja młodzieńcza” - nie brzmi dobrze.
Ekspert domowy był górą, mówiąc – dobre ziarno z tęsknoty wykiełkuje, a plewy wiatr rzuca z miejsca na miejsce i nigdzie go nie zagrzeją.Ekspert domowy był górą mówiąc – dobre ziarno z tęsknoty wykiełkuje a plewy wiatr rzuca z miejsca na miejsce i nigdzie go nie zagrzeją.
Jest Robert? - pytała.jest Robert? - pytała.
Pojechał gdzieś do panienki – słyszała wymijającą odpowiedź mamy.pojechał gdzieś do panienki – słyszała wymijającą odpowiedź mamy.
Błędnie skonstruowane zdanie. Co musiał?Takie sytuacje powtarzały się i nie wytrzymał, bo musiał przez ucisk w klatce.
Oczy ci wydrapię, szlajasz się gdzieś z lafiryndami, a ja biegam darmo.oczy ci wydrapię, szlajasz się gdzieś z lafiryndami a ja biegam darmo.
"darmo"? Rozumiem, że to skrót myślowy, ale...
Nie bardzo to brzmi: „Ew najłatwiejszych” na końcu zdania.Tłumaczył cierpliwie, bo była ważniejsza od wszystkich Ew najłatwiejszych.
Lepiej: Słuchała, powtarzając wciąż swoje:Słuchała i swoje:
Jak jeszcze raz usłyszę od mamy o innych zdzirach to, to nie wiem…jak jeszcze raz usłyszę od mamy o innych zdzirach to, to nie wiem…
No wiesz, nie bardzo. Przykro mi. Proza rządzi się jednak nieco innymi prawami niż poezja. Wiele zdań jest zbudowanych w specyficzny sposób. Urwane, niejasne, niedokończone, w poezji może byłoby to właściwe, ale tutaj stwarzają niemiłe wrażenie, nie tworząc przy tym tzw. prozy poetyckiej. Nie udało się.
Banalna treść brzmi trochę jak konspekt, notatki „na brudno”, jak streszczenie i to bardzo skrócone i niedopracowane. Można z tego zrobić ciekawe opowiadanie, ale należałoby je znacznie rozszerzyć, dopracować, uwiarygodnić zarówno psychologicznie jak i fabularnie, uwydatnić przyczyny i motywy wydarzeń, które tutaj następują dość szybko, prawie mieszając się ze sobą, ale nie tworzą płynnej, harmonijnej całości. I zmienić styl narracji.