- A niech to jasny szlag! – pomyślała i opatulona kosmatym swetrem podążyła ścieżką biegnącą wzdłuż szpaleru nagich parkowych drzew. Liczyła cienie, ale było ich tak dużo, że co jakiś czas zaczynała od nowa: - Jeden, dwa, trzy… W tę monotonię uciekła od nieokiełznanych myśli. Chciała wtopić się w cienie, stać się przeźroczysta, niewidzialna, a może nawet bezcielesna. Po kolejnym „dwa” potknęła się. Spojrzała pod nogi – nie zauważyła żadnej przeszkody, więc mechanicznie kontynuowała: - Trzy… Kolejne potknięcie i odczucie, jakby ktoś chwycił ją za kostkę. Ale nikogo nie było. Ze zdziwienia zgubiła rachubę i zaczęła od początku: - Jeden, dwa… Tym razem omal nie upadła na ziemię. Zatrzymała się, rozejrzała wokół i krzyknęła:
- Co jest, do cholery?!
- Nie co, nie co! Zapytaj lepiej kto! I do diabła, przestań liczyć! Nienormalna jesteś? Wariatka?! We łbach się tym babom przewraca!
Usiadła. Dokładnie tam gdzie stała - między którymś_tam, a którymś_tam cieniem. Zaczęła dygotać. Poczuła zimno, którego wcześniej nie czuła.
Rozryczała się. Siedziała na środku alei, pewna, że postradała zmysły albo że prześladuje ją duch, zjawa, upiór.
- No i czego ryczysz, debilko?! Przecież to nic nadzwyczajnego. Przecież to ja – wizualizacja twojej idiotycznej chęci bycia niewidoczną. I jak ci się podobam? He he! Piękność, no nie?!
Próbowała wodzić wzrokiem za głosem, ale wysiłki spełzały na niczym. Głos dobiegał znad głowy, po chwili zza pobliskich krzaków, następnie grzmiał wprost do ucha:
- Głupia! Fantastka! Wariatka!
Poderwała się do ucieczki. Chciała znaleźć się w swoim pokoju. Nie chciała słuchać, słyszeć, rozumieć. A zresztą! Jak zrozumieć?! Gada z jakąś Wizualizacją! Naprawdę oszalała!
Zapragnęła zamienić się w drzewo. Drzewa nie muszą słuchać, nie muszą odpowiadać, nie muszą uciekać, drżeć z zimna. Nie mają serc, które kołaczą ze strachu. Są takie spokojne. Głos ucichł. Wróciło opanowanie. Wrócił spokój. To dziwne – przecież licząc cienie, nie była spokojna. Potem też ten strach, a teraz - wszystko odpłynęło, wszystko kołysało, usypiało. Księżyc jakby się przybliżył, niemal do policzka, niemal na wyciągnięcie ręki. Wyciągnęła ją więc, ale nie miała siły by go dotknąć, pochwycić. Nie mogła zacisnąć pięści! I było jej to obojętne. Nie czuła niczego poza miarowym kołysaniem i głębokim przekonaniem, że w jej nogach tkwi niezłomna siła - siła, która sprawia, że mocno stąpa po ziemi!
- Stąpam?!- Uświadomiła sobie, że tkwi w miejscu, że nie może zrobić kroku, że otaczają ją cienie. I jest jej to absolutnie obojętne. Nie musi niczego, absolutnie niczego wizualizować, aby się spełniło. I niczego nie liczy. I na nic nie liczy. I nic się nie liczy.
***
Kiedy obudziła się, ostrożnie poruszyła lewą stopą, potem prawą. Zacisnęła pięści, zwolniła uścisk, wyprostowała palce. Usiłowała odgadnąć, w jakiej przestrzeni się znajduje. Czy istnieje czas, a może jest tylko tykanie zegara? Co, jeśli czas jest złudzeniem, albo pamięcią neuronów, które utrwaliły dawne obrazy, dźwięki, smaki, zapachy? Co, jeśli to one przechowały wszelkie ulotności, a teraz wyświetlają migawki - zupełnie jak w Starym Kinie?
Postanowiła otworzyć oczy, pomimo obawy, że materia przestała istnieć, bądź że przybrała zupełnie nową, nieznaną formę bytu. A nieznane budziło strach, niszczyło niedawny wszechogarniający spokój. Poczuła jakiś ruch - nieznaczne drgnięcia materaca. Satynowa pościel zaszeleściła. Coś mokrego i ciepłego dotknęło jej policzka, kilkakrotnie go musnęło, a po chwili to coś zaczęło skomleć.
Kiedyś, przed erą absolutnego spokoju, jej pies budził ją w taki właśnie sposób. Domagał się spaceru. Szantażował poszczekiwaniem. Dawny nawyk wrócił – w jej świadomości obudził komendę: wstać! Trzeba wreszcie otworzyć oczy i przekonać się, co aktualnie jest prawdą, co aktualnie otacza. O ile w ogóle prawda istnieje.
Ostrożnie sięgnęła dłońmi do oczu. Poczuła ciepło powiek, gładkość gałek pod nimi i szorstkość rzęs. Delikatnie uniosła lewą powiekę, zamknęła, znowu otworzyła. Potem prawą. Zobaczyła, że nie ma cieni, że przez firankę sączy się jaskrawe światło. Zobaczyła, że jest firanka. Jest więc materia - pies, jej ciało, pościel, chłodna satyna.
Poderwała się na nogi – sprawdzała pośpiesznie, czy da radę stąpać. Sięgnęła po szlafrok, wsunęła stopy w kapcie i poszła w kierunku drzwi wiodących do ogrodu. Pies był szczęśliwy, merdał ogonem, pobiegł wprost pod ulubione drzewko. Podobnie jak kiedyś. Tak, jakby nic się nie stało, jakby nie było tamtej ery, w której nic, absolutnie nic…
Zaparzyła kawę. Zapach był silny, hipnotyzował ślinianki, władał kuchnią, przestrzenią, jej zmysłami, jej wolą, a właściwie uległością. Sięgnęła po papierosa. Odruch też nosił znamiona władcy absolutnego. Posłuszną nagradzał pozorem spokoju, rozluźnieniem mięśni i wyciszeniem myśli. Zaciągnęła się, by po chwili uwolnić chmurę dymu – wszczął walkę o hegemonię z woniami snującymi się między szafkami.
- Nie wygrasz ze mną. – papieros syczał nie wiedzieć do kogo. Może do kawy, może do zapachu, a może do niej. A może do siebie. Syczał, dopóki w popielniczce nie spoczął nieestetyczny kikut.
Było wszystko sprzed… Jakby tamto nigdy nie zaistniało. Jakby słowa - ”wariatka, debilka” - nie padły. Ale te słowa nadal były. Pulsowały. A skoro były, istniało również tamto. Istniał więc absolutny spokój, jak też absolutny pierwotny strach. Nie było już tylko czego rachować, liczyć, podsumowywać. Zostało w szpalerze, w kołysaniu, w cieniach. W twarzy księżyca. W milczeniu księżyca. Zostało w miejscu, w którym niegdyś serce przestało odliczać.
Następnym razem policzy ludzi
Następnym razem policzy ludzi
Ostatnio zmieniony 06 mar 2017, 20:32 przez Gruszka, łącznie zmieniany 1 raz.
- Gorgiasz
- Moderator
- Posty: 1608
- Rejestracja: 16 kwie 2015, 14:51
Re: Następnym razem policzy ludzi
Ciekawy, choć niełatwy tekst. Przeczytałem dwukrotnie z niesłabnącym zainteresowaniem. Chociaż... czegoś mi brakuje; może jakiegoś dookreślenia kim była i dlaczego jest właśnie tak, jak jest. Nie widać przyczyn, źródeł jej stanu i do końca nie wiadomo czym jest opisywana rzeczywistość. Podejrzewam, że to zamierzone, ale pozostawia pewien niedosyt.
Przecinek po „tam”. A te kreseczki na dole to po kiego?Dokładnie tam gdzie stała - między którymś_tam a którymś_tam cieniem.
Zbędny przecinek przed ”albo”.Siedziała na środku alei, pewna, że postradała zmysły, albo że prześladuje ją duch, zjawa, upiór.
Dobrze, że mi przypomniałeś; ja wizualizowałem psa, wilczura, ale krótko i zapomniałem kontynuować, coś innego mnie pochłonęło. Ale właśnie wznowiłem. Siedzi obok.Gada z jakąś Wizualizacją!
Uciekać to nie mogą, a nie „nie muszą”. No i słuchać też muszą, jak ktoś do nich gada, bo uciec nie mogą. A kiedy jest mróz, to chyba drżą z zimna. Młode drzewka, opatula się czasem na zimę albo przy gruncie obsypuje liśćmi (sam tak robię).Drzewa nie muszą słuchać, nie muszą odpowiadać, nie muszą uciekać, drżeć z zimna.
To dziwne – przecież licząc cienie, nie była spokojna.To dziwne – przecież licząc cienie nie była spokojna.
- Nie wygrasz ze mną. – Papieros syczał nie wiedzieć do kogo.- Nie wygrasz ze mną – papieros syczał nie wiedzieć do kogo.
Re: Następnym razem policzy ludzi
Gorgiasz, dziękuję za poprawki. Interpunkcja bywa moją zmorą.
Co do uwag na temat "muszą" - myśli peelki, która musi i wyobraża sobie błogi stan pn. "nie musieć". Jej myśli są zakręcone - z pogranicza normalności i szaleństwa.
Całość - takie było zamierzenie - przełożenie faktów na symbole, surrealistyczne, albo somnologiczne obrazy.
Sama nie wiem jak zakwalifikować - opowiadanie? Jeśli już, to symboliczne.
Zaraz wpadki interpunkcyjne poprawię.
Dzięki baaardzo

Co do uwag na temat "muszą" - myśli peelki, która musi i wyobraża sobie błogi stan pn. "nie musieć". Jej myśli są zakręcone - z pogranicza normalności i szaleństwa.
Całość - takie było zamierzenie - przełożenie faktów na symbole, surrealistyczne, albo somnologiczne obrazy.
Sama nie wiem jak zakwalifikować - opowiadanie? Jeśli już, to symboliczne.
Zaraz wpadki interpunkcyjne poprawię.
Dzięki baaardzo


- alchemik
- Posty: 7009
- Rejestracja: 18 wrz 2014, 17:46
- Lokalizacja: Trójmiasto i przyległe światy
Re: Następnym razem policzy ludzi
Studium nerwicy natręctw. Ale i też wdzierajaca się podświadomość.
Kiedyś oglądałem niezły film z Nicholsonem, który grał człowieka z kompulsywnymi zachowaniami. Ach, robił to świetnie.
Opowiadanie jest niezłe. Osadzenie w rzeczywistości czy w czasie jest nieistotne. Istotne jest oddziaływanie, interakcja wnętrza i zewnętrza bohaterki.
Jurek
Kiedyś oglądałem niezły film z Nicholsonem, który grał człowieka z kompulsywnymi zachowaniami. Ach, robił to świetnie.
Opowiadanie jest niezłe. Osadzenie w rzeczywistości czy w czasie jest nieistotne. Istotne jest oddziaływanie, interakcja wnętrza i zewnętrza bohaterki.
Jurek
* * * * * * * * *
Jak być mądrym.. .?
Ukrywać swoją głupotę!
G.B. Shaw
Lub okazywać ją w niewielkich dawkach, kiedy się tego po tobie spodziewają.
J.E.S.
* * * * * * * * *
alchemik@osme-pietro.pl
Jak być mądrym.. .?
Ukrywać swoją głupotę!
G.B. Shaw
Lub okazywać ją w niewielkich dawkach, kiedy się tego po tobie spodziewają.
J.E.S.
* * * * * * * * *
alchemik@osme-pietro.pl
Re: Następnym razem policzy ludzi
Jurek, to nie jest o nerwicy natręctw. Ale tekst jest na tyle otwarty na konkretyzacje czytelnicze, że można i tak...
A ten film - jeden z moich ulubionych, a Jack N. - numer jeden w moim rankingu aktorów
Dzięki za poczytanie i podzielenie się opinią
A ten film - jeden z moich ulubionych, a Jack N. - numer jeden w moim rankingu aktorów

Dzięki za poczytanie i podzielenie się opinią

- alchemik
- Posty: 7009
- Rejestracja: 18 wrz 2014, 17:46
- Lokalizacja: Trójmiasto i przyległe światy
Re: Następnym razem policzy ludzi
Wiem, wiem, Elu.
Wyłowiłem tam zachowania kompulsywne, choć to jest tylko jeden z objawów twojej pacjentki, może nie najważniejszy.
Ona sprawdza czy istnieje naprawdę, bo żyje również w świecie wyobraźni. To mogą być również objawy schizofrenii.
Ale wiem, że nie o chorobie psychicznej piszesz.
Ładne opowiadanie, choć przejmujące.
Wyłowiłem tam zachowania kompulsywne, choć to jest tylko jeden z objawów twojej pacjentki, może nie najważniejszy.
Ona sprawdza czy istnieje naprawdę, bo żyje również w świecie wyobraźni. To mogą być również objawy schizofrenii.
Ale wiem, że nie o chorobie psychicznej piszesz.
Ładne opowiadanie, choć przejmujące.
* * * * * * * * *
Jak być mądrym.. .?
Ukrywać swoją głupotę!
G.B. Shaw
Lub okazywać ją w niewielkich dawkach, kiedy się tego po tobie spodziewają.
J.E.S.
* * * * * * * * *
alchemik@osme-pietro.pl
Jak być mądrym.. .?
Ukrywać swoją głupotę!
G.B. Shaw
Lub okazywać ją w niewielkich dawkach, kiedy się tego po tobie spodziewają.
J.E.S.
* * * * * * * * *
alchemik@osme-pietro.pl
- eka
- Moderator
- Posty: 10470
- Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59
Re: Następnym razem policzy ludzi
Ciekawe.
Narratorka i bolesne, psychiczne konsekwencje pragnień zmiany swego status quo (chęć - wola bycia cieniem) w części pierwszej, a w drugiej: nagroda z bycia posłuszną. Bezpieczne, znane trwanie, które rządząc nami, daje stabilizację.

Wizualizacja niewidoczności, bo cień nie jest 'samodzielnym bytem' - ot, paradoks nie do rozwiązania : )
Narratorka i bolesne, psychiczne konsekwencje pragnień zmiany swego status quo (chęć - wola bycia cieniem) w części pierwszej, a w drugiej: nagroda z bycia posłuszną. Bezpieczne, znane trwanie, które rządząc nami, daje stabilizację.

Wizualizacja niewidoczności, bo cień nie jest 'samodzielnym bytem' - ot, paradoks nie do rozwiązania : )