Ale... któryś raz czytam i nie mogę się przekonać do całości, bez względu na jak najbardziej słuszne korekty coś mi tu nie działa. Część to takie tautologiczne sformułowania, a w końcu wiersz jest mini.
partytury - nut, uzależnionych od - narkotyku, hm. Jeśli nawet ma to swoisty cel, wygląda samo w sobie nieciekawie.
nut uzależnionych jest dla mnie niezgrabne. A samo nazwanie narkotyku narkotykiem też dusi potencjał wiersza.
Pamiętam zresztą, że tu były westchnienia. Może przydałoby się, by te partytury tworzone były np. przez oddech, etc.
Widać, że chcesz utrzymać rymy, ale podczas gdy ten 3 i 6 wersu brzmi nienachalnie, to na wdycham-dotykam sprawia że się krzywię lekko

Zastanawia mnie tez taki drobiazg - jak koresponduje w tekście "w głąb" z "do połowy" i jak wpływają na wrażenie ogólne - bo ja wiem, że dotyczą zupełnie innych rzeczy, ale ich charakter i siła znaczeniowa odwracają efekt "docierania" i zaczynam wiersz inaczej rozumieć a inaczej czuć. Może "przez partytury", hm.
Też trochę dziwnie mi w towarzystwie wdycham, sięgam, dotykam. I dotykanie - umysłem, tak dosłownie i sucho w moim odczuciu.
Aj, wiem, dużo. Ale to dlatego, że mi żal wiersza z niezłym konceptem.
Poza tym, jestem takim dobrym przyjacielem, że chciałbym, żebyś nie był zbyt zadowolonym z tego dzieła...

