Wiecznie spóźniony, a jednak zawsze punktualny

Apelujemy o umiar, jeśli chodzi o długość publikowanych tekstów.

Moderatorzy: Gorgiasz, Lucile

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
pallas
Posty: 1554
Rejestracja: 22 lip 2015, 19:33

Wiecznie spóźniony, a jednak zawsze punktualny

#1 Post autor: pallas » 27 lut 2017, 21:15

Wiecznie spóźniony, a jednak zawsze punktualny

Pędziły od czarnej toni w mroźny świt, by kopyta ułożyć na libadion. Ich mroczni mistrzowie wtopili się w tłum dygnitarzy – ten jeden, dalej gnał na grzbiecie swego wierzchowca, aby zawsze pozostać obecnym pośród tłuszczy i arystokracji.

Krucza grzywa lśniła w pierwszych promieniach poranka. Kopyta wbijały się w wilgotną ziemię, porośniętą sasankami i miłkiem wiosennym. Zieleń powoli przeobrażała się w gorący żar, trawiony przez głupotę niejednego zjadacza chleba. A on sam się pożywiał występkiem marnotrawstwa, patrząc na swych towarzyszy.

– A ten gagatek, gdzie się podziewa? – zapytał Rydzy. Odgłos jego kopyt, którymi stukotał, przypominały szczęk łańcuchów. Na ten dźwięk każdy włos się jeży, ale nie jego kompanom.

– Ma ważniejsze sprawy – rechotał przez zęby Pyrra.

– Szwenda się pewnie po karczmach, panowie, ale bez niego też sobie poradzimy. Głos Płowego nie jest wart złamanego grosza, drodzy towarzysze. Nieprawdaż? – Utkwił wzrok w obydwóch przywódców, jak to robił z milionami mu podległymi, którym zapadały się policzki, brzuchy wydymały czy też pękały twarze przy kości.

– Po co nam ten bladożółty dziwak! – krzyknął z zapałem biały rumak, ten, który po gromił niewinnych Azteków i Inków.

– Nie jestem pewien, wiele mu zawdzięczamy Wrona, żeby go pomijać – rzekł niepewnym głosem. – Może nam tego nigdy nie wybaczyć.

– Daj spokój – rzekł spokojnie smolisty. – Trochę ponarzeka i przejdzie mu, jak zawsze. Ostatnio, ile to trwało...

– Równe dwadzieścia lat – wtrącił Pyrra. – Jak na taką grubą sprawę, to się szybko pozbierał.

– Widzisz Waśń, nie ma co się martwić na zapas. Bez nas nie będzie miał, tak wysokich wyników.

– W sumie racja, winny sam sobie, że nie dba o swoje. – Zgodził się rdzawy z resztą.

Słońce rozpychało się pośród chmur. Oświetlało szerokie stepy jak równie niewielki pałacyk, który gościł wielkie osobistości. Radzili tam nad wieloma sprawami – ci, którzy uznawali się za panów świata – mając, przed sobą papierowe imperia. Ręce ich nakreślały granice, które bez sprzeciwu pozostałych towarzyszy szkicował ten jeden, jedyny zwycięzca. Brakło na tym spotkaniu obrońcy – nic nieznaczącego pomocnika – którego sprzeciw, traktowano jak kłucie w boku.

A ten, na którego nie czekano, przystanął w domu szewca.

Naraz przed chatą słyszeć się dał tętent kopyt. Nikt się nie spodziewał gości. Kakofonia dźwięków zabrzmiała i po krótkiej chwili zamilkła.
Muzyka wielu dźwięków budziła w sercu spokój a zarazem niepokój.

Nieznajomy wszedł niepewnym krokiem do środka – pamiętał te ściany z lat dziecinnych. Ojciec, jak zwykle siedział na zydlu i naprawiał, a może tworzył nowe dzieło. Rzemieślnik patrzył na figurę, która przekroczyła próg domu. Wpatrywał się w znajome rysy twarzy, z jego policzków spływały łzy, jakby nie mógł uwierzyć, że właśnie dziś, w to mroźne południe, z bitwy powrócił jego syn.

A gość siedział na ławie i przypatrywał się ludziom, których znał od dziecka. On musiał wykonać swoje zadanie, a rumakowi pozwolić odetchnąć. Jedyny przyjaciel, który go rozumiał. Wiedział, jaką odgrywają rolę na tym padole. Lecz tym jegomościem, jak Nike – wahały wątpliwości. Czy na pewno postępuję zgodnie z prawem, które otrzymał, czy czasem go nie nadużywa, dla siebie, tak, jak spuścił dżumę na niewinnych? Zmieniał los milionów, których traktowano jak statystykę, lub jednostek tych z kolei czczono jak bogów. A ten proces trwał, a on, pozostał jego wykonawcą. Chciał zrozumieć ludzi, choć traktowany był przez nich z trwogą.

Gnał poprzez szlak gwiazd, które prowadziły go pośród dusz. Para wydostawała się z jego nozdrzy. Kapryśne promienie już kończyły lutowy dzień, który był za krótki, by sprostać zadaniu.

Stanął kopytami na gruncie libadion. Para z pyska zaczęła się skraplać i tworzyć mgłę. Towarzysze wpatrywali się w niego. Wielka Rada zadecydowała o podziale, znów rozczarował, tych, których nigdy nie traktował jako swoich podległych.

– Już się zbieramy – powiedział smolisty. – Chyba się nie gniewasz. Nieprawdaż? – Popatrzył znacząco na Płowego.

– Sądzicie, że beze mnie jesteście panami tego świata, historią! – krzyknął Płowy, a jego głos odbijał się jak echo. Mgła zaczęła gęstnieć poprzez szybki i niemiarowy oddech wiatru.

– Nie nasza wina, że się spóźniłeś – odpowiedział z pretensją w głosie Waśń.

– Mylisz się, mogliście poczekać, ale woleliście załatwić wszystko za moimi plecami. Wasz wyrok nie przetrwa, bo nie potraficie zrozumieć ludzi. – Jego głos dudnił. – Ale co się stało, to się nie odstanie.

– I tu się z tobą zgadzam, a ludzie to kukły. Słuchają i już – odparł spokojnie Wrona.

– Pamiętaj, że tylko ludzie, którzy mają klapki na uszach słuchają słów im podszeptywanych. Nie chce was znać – odparł zimno.

Mgła zasłoniła wszystko, Pyrra nie było widać ani słychać – znikł, a za nim rdzawy i smolisty.

Płowy stał i wpatrywał się w pałac Potockich, zasłonięty mgłą, przez którą widział więcej niż niejedna wieszczka. Dokonało się, a klepsydra zaczęła odliczać ziarenka piasku do przecięcia nici triumfatora.
Ostatnio zmieniony 28 lut 2017, 21:54 przez pallas, łącznie zmieniany 1 raz.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.
/Dante Alighieri - Boska Komedia/

Awatar użytkownika
alchemik
Posty: 7009
Rejestracja: 18 wrz 2014, 17:46
Lokalizacja: Trójmiasto i przyległe światy

Re: Wiecznie spóźniony, a jednak zawsze punktualny

#2 Post autor: alchemik » 27 lut 2017, 22:51

Masz pełno byków, ale niech Gorgi Ci je wyłuska.
He, sam pomysł wierzchowców jeźdźców apokalipsy jest interesujący.
Masz ciekawie skrzywioną wyobraźnię, Piotrze.
Naiwne teksty o śmiertelnie poważnych sprawach.
Zalatują pewną magią i poezją.
Gdyby tak wziąć i porządnie opracować.
Bo ładne w zamyśle.

Jurek
* * * * * * * * *
Jak być mądrym.. .?
Ukrywać swoją głupotę!

G.B. Shaw
Lub okazywać ją w niewielkich dawkach, kiedy się tego po tobie spodziewają.
J.E.S.

* * * * * * * * *
alchemik@osme-pietro.pl

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Moderator
Posty: 1608
Rejestracja: 16 kwie 2015, 14:51

Re: Wiecznie spóźniony, a jednak zawsze punktualny

#3 Post autor: Gorgiasz » 28 lut 2017, 10:31

Na pewno zrobiłeś duży postęp i widać, że szukasz różnych środków wyrazu. Opowiadanie ciekawe, ale wzbudza sporo zastrzeżeń. Przede wszystkim styl. Jest nazbyt pompatyczny, miejscami egzaltowany ocierając się o niejasność, skomplikowany, nafaszerowany często przesadnie skomplikowanymi i nie do końca poetyckimi zwrotami.
Zakończenie – nie pojmuję o co chodzi.
Ale jako ćwiczenie na pewnym etapie – jak najbardziej ciekawe i wskazane.
Pędziły od czarnej toni w mroźny świt, by kopyta ułożyć na libadion.
Nie bardzo wiem co to „libadion”. Chyba że w grece.
Zieleń powoli przeobrażała się w gorący żar, trawiony przez głupotę niejednego zjadacza chleba. A on sam się pożywiał występkiem marnotrawstwa, patrząc na swych towarzyszy.
Przekombinowane. Dlaczego zieleń ma się przeobrażać w gorący żar? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. „głupota niejednego zjadacza chleba” - niby logiczne i nawet ciekawe, ale – przynajmniej w tym kontekście – rażące. Podobnie „ pożywiał występkiem marnotrawstwa”. Takich przykładów jest więcej.
A ten gagatek, gdzie się podziewa? – zapytał Rydzy. Odgłos jego kopyt, którymi stukotał, przypominały szczęk łańcuchów. Na ten dźwięk każdy włos się jeży, ale nie jego kompanom.
Była mowa o mistrzach, a tu nagle – o ile się dobrze domyślam, bo to wszystko niejasne – chodzi o konia (bo ma kopyta, o których posiadanie nie posądzam mistrzów). Ostatnie zdanie niezgrabne.
I „Rydzy”. Nie ma takiego słowa, ale jako imię własne, może oczywiście być. Ale na końcu jest „rdzawy”, więc nie wiem, czy to ie ten sam.
Utkwił wzrok w obydwóch przywódców, jak to robił z milionami mu podległymi, którym zapadały się policzki, brzuchy wydymały czy też pękały twarze przy kości.
A tutaj ponownie wydaje się, że przemawiał człowiek. Nic nie rozumiem.
„obydwu przywódcach”
„z milionami mu podległych” (koni? Ludzi?)
Po co nam ten bladożółty dziwak! – krzyknął z zapałem biały rumak, ten, który po gromił niewinnych Azteków i Inków.
A teraz gada koń.
– Nie jestem pewien, wiele mu zawdzięczamy, Wrona, żeby go pomijać – rzekł niepewnym głosem.
O ile dobrze rozumiem sens zdania, to przecinek przed „Wrona” (zakładam, że to imię) niepotrzebny.
Oświetlało szerokie stepy jak równie niewielki pałacyk, który gościł wielkie osobistości.
„również”
Radzili tam nad wieloma sprawami – ci, którzy mieli się za panów świata – mając, przed sobą papierowe imperia.
„mieli – mając”: powtórzenie.
Ręce ich nakreślały granice,
Jak ręce – to chyba ludzie. Konie tajemniczo zniknęły.
Jak kakofonia dźwięków zabrzmiała, tak zamilkła.
To porównanie jest niedobre. Napisałbym: Kakofonia dźwięków zabrzmiała i po krótkiej chwili zamilkła.
Muzyka wielu dźwięków budziła w sercu spokój a zarazem niepokój.
Muzyka wielu dźwięków budziła w sercu spokój, a zarazem niepokój.
Da się połączyć spokój z niepokojem?
Wpatrywał się w znajome rysy twarzy, z jego policzków spływały łzy, jakby nie mógł uwierzyć, że właśnie dziś w to mroźne południe z bitwy powrócił jego syn.
Dodałbym dwa przecinki: Wpatrywał się w znajome rysy twarzy, z jego policzków spływały łzy, jakby nie mógł uwierzyć, że właśnie dziś, w to mroźne południe, z bitwy powrócił jego syn.
A gość siedział w izbie i przypatrywał się ludziom, których znał od dziecka.
Wiadomo, że w izbie.
On musiał wykonać swoje zadanie, a swemu koniowi pozwolić odetchnąć.
„swoje – swemu”: powtórzenie.
Lecz tym jegomościem, jak Nike – wahały wątpliwości.
„targały wątpliwości”.
Co wspólnego z wątpliwościami ma Nike? W mitologii była boginią zwycięstwa.
Zmieniał los milionów, których traktowano jak statystykę, lub jednostek tych z kolei czczono jak bogów.
Nie mam pojęcia, o co chodzi.
A ten proces trwał, a on jego wykonawcą.
A ten proces trwał, a on był jego wykonawcą.
Chciał zrozumieć ludzi, choć traktowany przez nich z trwogą.
Chciał zrozumieć ludzi, choć traktowany był przez nich z trwogą.
Z poprzednim zdaniem będzie powtórzenie „był”. Ale tutaj wskazuję na błędne sformułowanie każdego z nich, a w kontekście całości, należy je przeredagować.
Gnał poprzez szlak gwiazd, które prowadziły go pośród dusz.
No wybacz, to już absolutnie niestrawne. I bez sensu.
Para wydostawała się z jego nozdrzy.
Chyba znowu koń.
Kapryśne promienie już kończyły lutowy dzień, który był za krótki, a od którego zależało zbyt wiele.
„który – którego”: powtórzenie.
Pamiętaj, że tylko ludzie, którzy mają klapki na uszach was słuchają. Nie chce was znać – odparł zimno.
Powtórzone „was”.
Mgła zasłoniła wszystko, Pyrra nie było widać ani słychać – znikł, a za nim rdzawy i smolisty.
Można odnieść wrażenie, że „rdzawy” i „smolisty” to imiona, więc dużą literą. Wcześniej też występowali, ale nie byłem pewny, jak je ich traktować (mógł to być przymiotnik określający maść konia).

Awatar użytkownika
eka
Moderator
Posty: 10470
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

Re: Wiecznie spóźniony, a jednak zawsze punktualny

#4 Post autor: eka » 28 lut 2017, 16:56

pallas pisze:– I tu się z tobą zgadzam, a ludzie to kukły. Słuchają i już – odparł spokojnie Wrona.

– Pamiętaj, że tylko ludzie, którzy mają klapki na uszach was słuchają.
Może nie kukły, ale na pewno za leniwi, aby wyjść poza to, co narzucane w myśleniu.
Ciekawe opko, no i buduje swoisty klimat. Archaizmów w zasadzie nie zastosowałeś, a historyczny ryt jest, ciut z nadania fantasy, ale co tam.
Dobra sceneria, niezłe dialogowanie.
:kofe:

Awatar użytkownika
pallas
Posty: 1554
Rejestracja: 22 lip 2015, 19:33

Re: Wiecznie spóźniony, a jednak zawsze punktualny

#5 Post autor: pallas » 28 lut 2017, 21:34

Al, jesteś pierwszą osobą, która zauważyła, że chodzi o czterech jeźdźców apokalipsy, a dokładniej o konie.

Gorgi, powiem tak "libadion" to łąka i tak pochodzi od greckiego słowa.
Gorgiasz pisze:Cytuj:
Zieleń powoli przeobrażała się w gorący żar, trawiony przez głupotę niejednego zjadacza chleba. A on sam się pożywiał występkiem marnotrawstwa, patrząc na swych towarzyszy.

Przekombinowane. Dlaczego zieleń ma się przeobrażać w gorący żar? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. „głupota niejednego zjadacza chleba” - niby logiczne i nawet ciekawe, ale – przynajmniej w tym kontekście – rażące. Podobnie „ pożywiał występkiem marnotrawstwa”. Takich przykładów jest więcej.
Chodzi o konia maści smolistej, który symbolizuję głód i poprzez ten opis chciałem zobrazować jak wielkie czyni spustoszenie.
Gorgiasz pisze:Cytuj:
A ten gagatek, gdzie się podziewa? – zapytał Rydzy. Odgłos jego kopyt, którymi stukotał, przypominały szczęk łańcuchów. Na ten dźwięk każdy włos się jeży, ale nie jego kompanom.

Była mowa o mistrzach, a tu nagle – o ile się dobrze domyślam, bo to wszystko niejasne – chodzi o konia (bo ma kopyta, o których posiadanie nie posądzam mistrzów). Ostatnie zdanie niezgrabne.
I „Rydzy”. Nie ma takiego słowa, ale jako imię własne, może oczywiście być. Ale na końcu jest „rdzawy”, więc nie wiem, czy to ie ten sam.

Wcześniej masz opis lśniącej grzywy i kopyt, więc się trochę dziwie, że mówisz tu o ludziach, choć oni są ich symbolami. Mowa o mistrzach była, bo są ich cześcią.
Gorgiasz pisze:Cytuj:
Ręce ich nakreślały granice,

Jak ręce – to chyba ludzie. Konie tajemniczo zniknęły.
Trochę wyżej pisze o pałacyku i wielkich osobistościach.
Gorgiasz pisze:Cytuj:

Lecz tym jegomościem, jak Nike – wahały wątpliwości.

„targały wątpliwości”.
Co wspólnego z wątpliwościami ma Nike? W mitologii była boginią zwycięstwa.

Cytuj:
Czytałeś wiersz Herberta "Nike, która się waha"?
Gorgiasz pisze:Cytuj:
Gnał poprzez szlak gwiazd, które prowadziły go pośród dusz.

No wybacz, to już absolutnie niestrawne. I bez sensu.
Nie jest bez sensu, ma sens, ale widocznie tylko w mojej głowie. Akurat ten koń tak galopować mógł, skoro jest śmiercią.

Z resztą się zgadzam, pisałem ten tekst na konkurs, Gorgi, ale widać mam wypaczoną wyobraźnie, jak wspomniał Al.

Eka, miło cię widzieć, Za dialogi dostałem pochwały, ale jabym jeszcze pokombinował.

Piotr :)
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.
/Dante Alighieri - Boska Komedia/

ODPOWIEDZ

Wróć do „OPOWIADANIA”