W maluszkowym świecie /part three/

Apelujemy o umiar, jeśli chodzi o długość publikowanych tekstów.

Moderatorzy: Gorgiasz, Lucile

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
mirek13
Posty: 849
Rejestracja: 18 mar 2017, 19:23

W maluszkowym świecie /part three/

#1 Post autor: mirek13 » 28 mar 2017, 16:02

Wykonałem szybki unik i ostrze minęło mnie o kilka milimetrów. Ze świstem przecięło powietrze i poczułem jego ruch wokół błękitnej stali. Taki przeciąg śmierci.
Sam pchnąłem od dołu, ale odbił w błyskawicznej osłonie i poszedł flintą.
I odskok.
Krążyliśmy wokół siebie jak samce w tańcu godowym. Dwóch durnych kogutów, walczących o tę samą kurę. Na naturę nie poradzisz.
Lało. Deszcz spływał strugami po twarzy, z włosów robił strąki przyklejone do skóry. Kicha z tymi pawimi piórami w takim deszczu.
Końcem języka zebrałem kroplę płynącą mi do kącika ust i ruszyłem dalej w kołowrót śmierci. Stopami badałem grząski teren, ale patrzyłem uparcie w jego twarz. Bardzo znajomą.
Boże, skąd ja go tak dobrze znam?
Uważałem na oczy. To one mówią najwięcej. Reagują pierwotnie i niezależnie od woli właściciela. Tuż przed atakiem zwężają się źrenice.
To też pierwotny znak. Jak cel naszej walki.
I zobaczyłem. Skoczył, a ja wykonałem głęboki skłon i wyprowadziłem sztych od dołu. Poczułem jak klinga miecza wchodzi w miękkie tkanki, rozrywa je i usłyszałem jej zgrzyt na kręgosłupie.
I zmętniały te oczy.
Kurewsko znajome.
*
- Panie… No, ocknij się pan!
Otrzepałem się i rozejrzałem z leksza nieprzytomnie.
Mały rynek z pięknym ratuszem. Renesansową bryłą z naleciałościami późniejszych okresów. Jego monumentalizm i gabaryty aż nie pasują do małego, pięciotysięcznego miasteczka.
Bo duży jest ten budynek. Masywny, z wysoką wieżą i musi budzić respekt.
Przy jego zachodniej ścianie z dwoma figurami świętych, stworzono kącik rekreacyjno - wypoczynkowy. Kilka ławek stylizowanych na dziewiętnasty wiek, tuje w donicach i drewniany płotek. Taka mała iluzja odosobnienia i relaksu.
Mżyło. Upierdliwie nawilżało ubranie i włosy. Pewnie stąd to moje wrażenie deszczu we śnie, bo chyba przysnąłem na tej ławce.
Stał nade mną. Wysoki sześćdziesięciolatek w poplamionej, niebieskiej kurtce z logo „adidasa”. Raczej nie był jej pierwszym właścicielem, bo wyglądał jak ostatnie dziecko stróża. Zarośnięty, w zza dużych, powykrzywianych półbutach i spodniach wymiętych, jakby z dupy psa je wyjął.
Typowy żul.
- O co chodzi?
- Mówię już do pana trzeci raz, a pan gdzieś pływasz. Ma pan pożyczyć dwa złote?
- A oddasz? – Parsknąłem krótko.
- Jak postanowisz pan spędzić życie na tej ławce, to tak. Widzę pana siedzącego tu już od paru godzin, więc kiedyś oddam.
Przyjrzałem mu się uważniej. Składnie gadał i nawet niegłupio. W mętnych oczach były jakieś błyski. Inteligencji?
- Życie można spędzić wszędzie. Na przykład taki Diogenes…
- Mówię o ławce, nie o beczce.
No, proszę. Wie!
- Słuchaj. – Obcesowo przeszedłem na „Ty” – Można żyć gdziekolwiek. Pytanie brzmi: Po co?
- A ty nie masz po co? – W tonie głosu był cień współczucia. Też przeszedł na „Ty” – To smutne. Ja żyję żeby się napić. Jak się napiję, to jest mi obojętne, gdzie żyję. Trochę myślę i jest mi dobrze. Potem zasypiam. Budzę się i chcę się napić. Czyli ciągle mam po co żyć.
- To nazywasz życiem?
- Dobre, jak każde inne. Ty siedzisz od kilku godzin na ławce. Gdzieś odpadasz myślami, chyba przysypiasz. Tak jest lepiej?
Westchnąłem. Jest trochę racji w tej żulowej filozofii.
Usiadł koło mnie. Zaśmierdziało.
- Czekam – powiedziałem w przestrzeń.
- Długo czekasz. Oby warto było. Czekanie to strata czasu. Świat gna do przodu. Gdzieś się ludzie bawią, kochają, mordują. Coś robią, a ty czekasz… Na co? Kobieta?
Skinąłem głową.
- Żeby chociaż warta była twojego czekania. Pewnie się teraz pindrzy, ciuchy przebiera, perfumy wylewa, abyś miał poczucie sensu tego czekania. O której ma przyjść?
- Dwie godziny temu.
- Aaaa… - Podparł brodę dłońmi, łokcie oparł na udach i zapatrzył się w przestrzeń. - To cię olała. Więc na co jeszcze czekasz?
Wzruszyłem ramionami.
- Może coś jej wypadło.
Zaśmiał się krótko, gardłowo.
- Życie jest jak to miasteczko. Ma wzloty i upadki. Przez chwilę było stolicą Rzeczpospolitej. Tu powstało jedno z największych dzieł muzycznych. Ma piękny pałac, który teraz niszczeje. Teraz jest tylko senną dziurą, z pięknym rynkiem i kilkoma starymi uliczkami. Młodzi stąd uciekają. O, widzisz tę szkaradę betonową pomiędzy renesansowymi kamieniczkami? Plomba darowana przed wojnę – dentystę. Ludzie ciągle grzebią we własnym życiu i otoczeniu. Lepiej lub gorzej. Pogrzeb i ty zamiast czekać bez sensu.
- Ona jest dobra i śliczna. Warto poczekać.
- Jak te kamieniczki? Z piękną fasadą, zdobioną rzeźbionymi gzymsami i kwiatami w oknach? Wiesz, kto to był Patiomkin i co robił na drodze przejazdu carycy Katarzyny? Nic się nie zmieniło… Patrz…
Z bramy jednej z tych urokliwych kamieniczek wyszła kobieta. Stała chwiejnie. Płowe strąki oblepiały jej nabrzmiałą twarz. Ubrana była w kurtkę aż świecącą od tłustego brudu i czarne leginsy, które prześwitywały na przetarciach. Miały też kilka dziur i raczej nie były one wynikiem celowego działania współczesnych dyktatorów mody. Młode, zgrabne dziewczyny ganiają teraz w takich podartych portkach, ale ta nie była ani młoda, ani zgrabna.
Pani żulowa.
- Helka, chodź no tu! – krzyknął mój towarzysz.
Ta rozejrzała się nieprzytomnie i zlokalizowała wołającego.
- Czego chcesz, Profesor? – Podeszła wolno – Ten kto? Nie znam. Kurwa, dopiero się obudziłam. Masz co, bo mnie pali?
- Przyjezdny, to bądź miła i nie klnij. Pan może postawi.
Wzruszyła ramionami.
- To co? – zapytał, patrząc na mnie – Może postawisz i przyłączysz się do nas?
Wyjąłem stówę i dałem miejscowej piękności.
- Kup trzy flaszki i jakąś przepitkę. – Spojrzałem jej w oczy. Kurwa, ładne miała.
Uśmiechnęła się, prezentując imponujące ubytki w uzębieniu. Większe niż ten rynek. Zakręciła się jak fryga i pobiegła do sklepu. Nie ma to jak odpowiednia motywacja.
- Profesor? – Spojrzałem na niego z pytaniem – Skąd taka ksywa?
Opuścił głowę. Zauważyłem, że drżały mu ręce i ramiona. To pewnie stan przeddelirczny.
- Kiedyś byłem profesorem w tutejszym liceum. Wszystko było dobrze. A potem też siadłem na tym rynku i czekałem na nią.
- Też nie przyszła. – Bardziej stwierdziłem, niż zapytałem.
Podniósł głowę i spojrzał mi w twarz.
- Otóż przyszła, chłopie. I została moją żoną.
Musiałem mieć głupią minę, bo się roześmiał.
- Była jak ten Patiomkin, Helka i kamienice razem wzięte. Piękna fasada i brud wewnątrz. Śmieci i gnojówka. Jest teraz burmistrzem tego zasranego miasteczka.
Podniósł się i przeciągnął.
- Idzie Helka. Chodź, ma w domu śliczną córkę. Ta zawsze jest chętna, jeśli dasz jej drugą stówę, którą widziałem w twoim portfelu. – Westchnął. – Czekanie to strata czasu – dodał, rozglądając się wokół.
Wstałem również. Zmierzchało. Wilgotna, granitowa kostka rynku odbijała światło dopiero co włączonych latarni. Takich śmiesznych, rosochatych. Dwie na jednym, kutym słupie. Wyglądały jak widły Neptuna. Ryneczek tonął w uroczym, romantycznym półmroku.
Było pusto. Życie przeniosło się do tych bram i mieszkań.
- To chodźmy – powiedziałem.
*
Klęczałem przy nim, patrząc jak strużka krwi sączy się spod palców zaciśniętych na brzuchu. Podobna wypływała z ust.
Dlaczego ja cię tak dobrze znam, a nie wiem, kim jesteś?
Szeptał coś bezgłośnie. Pochyliłem się.
- Powiedz mi, jakie to uczucie zabić część siebie?

Awatar użytkownika
eka
Moderator
Posty: 10470
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#2 Post autor: eka » 30 mar 2017, 19:44

Ciekawa, symboliczna klamra i pośrodku realistyczne spotkanie na rynku... z samym sobą w przyszłości, tak? Myślę oczywiście o narratorze, trzy jego odsłony w czasie.
Tytułu nie potrafię rozgryźć.
Celne wykorzystanie praktyk Patiomkina w opku.
Interesujące, podobało się.

Awatar użytkownika
mirek13
Posty: 849
Rejestracja: 18 mar 2017, 19:23

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#3 Post autor: mirek13 » 30 mar 2017, 20:01

Przecież pozostałe części są w poezji. Wtedy tytuł staje się zrozumiały.
Wszystko jest klamrą, Eka.
Narodziny i śmierć. Miłość i nienawiść. Sen i jawa. Prawda i fałsz. Piekło i niebo.
Myślę, że odczytując poezję i prozę, da się zrozumieć, choć to rzadka sztuka ogarniać te dziedziny jednocześnie.
Dzięki za słowo.

Awatar użytkownika
eka
Moderator
Posty: 10470
Rejestracja: 30 mar 2014, 10:59

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#4 Post autor: eka » 30 mar 2017, 22:11

Gdyby wszystko było klamrą - jej pojęcie, na pewno jako figury literackiej, nie powstałoby.
Klamra zmusza do powtórzenia pewnych elementów, nie tylko na zasadzie przeciwieństw.
mirek13 pisze:Myślę, że odczytując poezję i prozę, da się zrozumieć, choć to rzadka sztuka ogarniać te dziedziny jednocześnie.
Fakt, bo albo się potrafi, albo nie.
: )

Halmar

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#5 Post autor: Halmar » 02 kwie 2017, 15:25

Morderstwo sobowtóra jako personifikacja autodestrukcji - pomysł nie nowy. Przypomniałeś mi fenomenalne opowiadanie mojego ukochanego E.A. Poego pt. "William Willson". Serdecznie Ci za to dziękuję.
W finale opowieści Poego umierający Willson wypowiada takie epitafium: "Zwyciężyłeś i przeto ulegam. Atoli odtąd umarłeś na równi ze mną - umarłeś dla Ziemi, dla Nieba i dla Nadziei. We mnie istniałeś i - spojrzyj w moją śmierć, spojrzyj wskroś tej, która jest twoją, p o s t a c i - jak doszczętnie zamordowałeś siebie samego!".
To niezmiennie wywołuje u mnie dreszcz. Od teraz także Twoje frazy będę miała w pamięci.

Awatar użytkownika
mirek13
Posty: 849
Rejestracja: 18 mar 2017, 19:23

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#6 Post autor: mirek13 » 02 kwie 2017, 17:14

Mniej więcej o to chodzi, Hal. Początek i koniec jest tym właśnie. Środek - to uzasadnienie tego faktu.
Dzięki.

Halmar

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#7 Post autor: Halmar » 02 kwie 2017, 17:50

Znam wszystkie części Maluszkowego tryptyku. Jednak ta, jako że wyrażona jest prozą, oddziałuje na mnie najbardziej.

Awatar użytkownika
mirek13
Posty: 849
Rejestracja: 18 mar 2017, 19:23

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#8 Post autor: mirek13 » 03 kwie 2017, 1:47

Oby to oddziaływanie nie było tylko czczą konstrukcją literacką na użytek oryginalnych wpisów na forum.
Czasami ludzie posuwają się dalej, niż ograniczająca ich przestrzeń.
Ponoć to jest wyznacznikiem geniuszu lub ocierającego się o geniusz, szaleństwa.
Jeśli popełnią błąd lub zabraknie im wyjątkowości i wyczucia, przestrzeń jest do dupy i ludzie na przemiał.
Czyli ideał sięgnął bruku, sam się, prosząc o wyrzucenie przez okno.
Ta część jest właśnie o tym.
O wszystkim.
O niczym.
Czyli o życiu.
Ale: Nic nie jest stracone, stracone też nie, jak Stachura pisał.
No to fenks :myśli:

Halmar

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#9 Post autor: Halmar » 03 kwie 2017, 8:59

mirek13 pisze:Czasami ludzie posuwają się dalej, niż ograniczająca ich przestrzeń.
Zgodnie z teorią dezintegracji pozytywnej, aby osiągnąć oczekiwane efekty w zakresie własnego rozwoju, należy wpierw rozbić pewną integralną, pierwotną całość, by móc następnie składać nową mozaikę, kształtując przez to bardziej doskonałą, twórczą i wartościową osobę.
To tyle, jeśli chodzi o Willsona i innych "sobowtórów" (ja także mam na koncie tego typu mini, jest na pięterku w sekcji okruchów). Sam E.A. Poe zmarł nagle, a przyczyny zgonu nigdy nie ustalono. Ciekawe, jak czasem rzeczywistość dogania metaforę...

Awatar użytkownika
mirek13
Posty: 849
Rejestracja: 18 mar 2017, 19:23

Re: W maluszkowym świecie /part three/

#10 Post autor: mirek13 » 03 kwie 2017, 9:08

Nie kwestionuję idei i potrzeby rozbijania starych struktur.
Niemniej ważny jest czas, sposób i kierunek tych działań. Można rozbijać za pomocą granatnika, dłubać czy dmuchać jak wilk na domki świnek.
Droga jest równie ważna, jak cel.

ODPOWIEDZ

Wróć do „OPOWIADANIA”