Parada wolności

Apelujemy o umiar, jeśli chodzi o długość publikowanych tekstów.

Moderatorzy: Gorgiasz, Lucile

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Josef Hosek
Posty: 108
Rejestracja: 07 maja 2016, 15:14

Parada wolności

#1 Post autor: Josef Hosek » 04 lip 2017, 21:56

Znowu ją widzę. Niczym księżyc pod neonami z gwiazd w bezsenną noc szwenda się po mieście. W czerwonej pelerynie wypływa zza rogu, wchodzi w ciemną, podejrzaną bramę. Albo z rękoma splecionymi na piersiach, wpatrzona w jakiś niedostępny dla nikogo, nawet dla światła, punkt we mgle, sunie lekko i gładko jezdnią na skraju lasu. Po drodze przystaje, odwraca się, wystawia kciuk i robi słodką minę. W tucholskiej puszczy, na miękkim mchu między sosnami, uprawia czary. Albo w letni poranek przed otwartym oknem, w którym kropi deszcz, rozstawia sztalugi, miesza farbę, maluje. Przybiera wówczas obłąkańcze pozy. Jest drzewem i liściem, zjawiskiem i filozofem. Widzę ją na suficie, w który się gapię. Jest jak śnieg w Boże Narodzenie. Mijają godziny, a ja patrzę na nią i widzę swój koniec.
Dwa tygodnie temu trzasnęła drzwiami i zniknęła bez śladu. Zawyłem.
Kiedy tak wspominam jej szarokocie oczy, świadomy swojej marności jak nigdy, w rozpaczliwej pustce, którą po sobie zostawiła, rozlega się pukanie. Cztery szybkie stuknięcia. Serce, ta postrzępiona chmura, jak wariat zrywa się do lotu. Podpływam pod drzwi, w judasz wpuszczam oko. I oto ją widzę. W świetle żarówki. Stoi sobie na klatce schodowej i puka jakby nigdy nic.
Ledwie uchylam drzwi, a już jest w środku. Wlewają się aktorskie sztuczki, teatralne gierki, maski; brzęczą bransoletki. Strój w stylu hippie i przeciwsłoneczne okularki.
- Hej - słyszę.
Buzi, buzi. Krótki, szczery śmiech. Grzebień perłowych zębów wynurza się z kłamliwej czeluści ust. Wzrok cofa się jak morze. Wypiękniała. Jeszcze raz wpływa i jeszcze raz wypływa z moich ramion.
Czuję, że mi staje.
- A co tam piszesz?
Patrzy w ekran, kręcąc się jak papuga.
Co piszę? Kiedy otwieram usta, żeby powiedzieć, co tam piszę, na zewnątrz wypływa sam bełkot. Zaczynam się motać. Mruczę coś niewyraźnie pod nosem.
- Pisz na głodzie. - Daje mi dobrą radę. - To działa. Po prostu przestań jeść, pić i spać, a zobaczysz...
Znowu ten krótki, schizofreniczny chichot. Odbezpiecza torebkę i wsadza do środka swoje magiczne szpony. Na stół wyrzuca notes, fajki i zapalniczkę.
- co porabiałaś? - pytam grzecznie.
- Słuchaj... - mówi.
Słuchaj, zaczyna się.
Właśnie wraca zza światów, z parady miłości, gdzie z koleżanką, zimnokrwistą płaszczką niezdolną do orgazmu, balowała na ulicach Łodzi.
Jest wyczerpana.
Wraca z Łodzi niby tylko po to, żeby kogoś spotkać, jakiegoś kretyna, którego dopiero co poznała. Wydał się taki uroczy. Spędzili noc pod gołym niebem; trochę się dotykali. Nic wielkiego. Zwykła szczeniacka gierka.
Zniża głos jak ktoś, kto wyjawia głęboką tajemnicę. Przysuwa się, jakby za drzwiami ktoś stał i podsłuchiwał.
- Tak naprawdę on jest księżniczką - szepcze, muskając moje ucho. - To znaczy "on" był księciem, ale zmienił płeć i teraz jest przeszczęśliwą księżniczką.
I znowu ten śmiech. Szybki i krótki. A po nim chrząknięcie. Jakby chciała się pozbyć tych wszystkich żmij zalęgłych w przeponie.
Więc kiedy dzwoni do tej swojej księżniczki, księżniczka się wywija. Odmawia jej spotkania, bo ma akurat obiad, bo tak naprawdę woli chłopców.
Sfrustrowana szlaja się po mieście. Zagląda to tu, to tam. Po drodze kopie kamień, zamawia kawę, parzy sobie język. Rozgląda się po obcym świecie. Jest daleka od wszystkiego, nawet światła lejącego się właśnie z nieba. Kiedy dociera nad rzekę, ostatnia barka odbija od brzegu. Przysiada na bulwarze i gapi się w taflę wody.
- Niebo się zachmurzyło na czole. Miałam wrażenie, że rzeka zawraca...
I wtedy wstała, otrzepała się i przypomniała sobie o mnie, i zaraz ruszyła w moją stronę. Od tego wszystkiego zaschło jej w gardle.
- Masz coś do picia? - pyta.
- Mam wódkę w butelce, chcesz?
Nie zechciała.
Wyszliśmy na spacer. Po drodze wpadła w trans i mówiła tylko o księżnej. Opowiadała o tym, jaka to z niej zawodniczka. Tak bardzo potrafi rozśmieszyć, że aż brzuch pęka od tego śmiechu.
W końcu wylądowaliśmy w jakimś ogrodzie. Wszędzie rosły kwiaty, brzęczały pszczoły. Pod drzewkiem stała ławka. Otworzyłem piwo. Wszystko stało się jasne. Księżniczka jest najlepsza na świecie, a do tego jest mądra, zwinna i wesoła. Ktoś taki, ma się rozumieć, jest nie do zdobycia.
- To była piękna noc - rozmarzyła się tym wspomnieniem. Roziskrzonymi oczyma pociągnęła po niebiesiach. Przechyliła butelkę. Podmuch wiatru wzruszył właśnie ogrodowymi liśćmi. I nastała chwila ciszy.
- Rozumiesz to?
Spojrzała mi w oczy. Myślałem, że się rozpłacze.
- Dokąd mogłam iść? Wokół nikogo. Nikogusieńkiego.
Jakoś tak się złożyło, że ja też w tym samym czasie byłem w Łodzi. Z Michailowem. Postanowiliśmy się zabawić i sruuu. Na miejscu czekały na nas dwie dziewczyny, które poznaliśmy jakiś czas wcześniej nad Morskim Okiem. Zwiedziliśmy synagogę, park żydowski, wyskoczyliśmy na lemoniadę i dzień skończył się w hotelu.
Kochałem się z inną kobietą. I nic nie pękło, nic nie wybuchło, za oknem o świcie ćwierkały radośnie ptaki.
Nazajutrz w hotelowym barze poprosiłem kawę, dolałem do niej resztkę wódki. Kiedy wróciłem do pokoju, dziewczyny słodko spały z kończynami wystającymi spod pierzyny. Michailov gdzieś zniknął. Wyszedłem na świeże powietrze. Dzień rozwijał się jak dywan przed celą śmierci. Gnał przed siebie głuchy na wszystko, nie zważał na to, co zastanie po drodze. Niemy i ślepy ciągnął się przez tę planetę niczym fala ścierwa. Na niebie ani jednej chmurki. Nagie słońce, nagie ptaki, samotne drzewa. Samotne, wędrujące głowy; cienie płynące po krainie, skaczące po bruku. Jakiś staruszek przystanął trzy kroki ode mnie, wsparł na lasce i rozejrzał po okolicy.
- Piękny dzionek dzisiaj mamy - zagadał.
Wpatrywałem się w jego zgruchotane przez czas, oddalające powoli plecy. Wszystko się oddalało. I w tej dali znowu ją zobaczyłem.
Wieczorem stanę pod jej drzwiami. Z bukietem kwiatów i czołem przy drzwiach. A czas zagra za oknem obojętnie kolejną błazenadę.
Już dawno był dzień, lecz wciąż jak gdyby było przed świtem.
Dostojewski

Halmar

Re: Parada wolności

#2 Post autor: Halmar » 04 lip 2017, 22:39

Zdradź mi, jakich zaklęć trzeba, by stworzyć coś tak niesamowitego. Kocham tę Twoją magiczną historię z pogranicza snu i jawy.

witka
Posty: 3121
Rejestracja: 28 wrz 2016, 12:02

Re: Parada wolności

#3 Post autor: witka » 05 lip 2017, 10:55

Podglądam jak prowadzisz myśli.
Nie bój się snów, dzielić się tobą nie będę. - Eka

Awatar użytkownika
Josef Hosek
Posty: 108
Rejestracja: 07 maja 2016, 15:14

Re: Parada wolności

#4 Post autor: Josef Hosek » 05 lip 2017, 21:14

Bardzo dziekuje, Halmar, za fajowy koment. Jako prosty chlopaczek z mala wiedza na temat teorii pisania pewno Ci nie zaimponuje swoja odpowiedzia, ale moge powiedziec to, co wiem, ze chyba trzeba cos przezyc naprawde, cos musi zabolec i musi minac jeden wiek od tego bolu i trzeba to wszystko przezyc sto tysiecy razy i byc na jakims horyzoncie, z wielkiej dalekosci, z wielkiego dystansu, z innego swiata, innej ziemi, by stworzyc cos takiego i przede wsystkim trrzeba wiedziec, ze to nie ty ani ja, ani nikt inny jestesmy prawdziwymi tworcami, a jedynie falszerzami. Buahahahahaha!

Dzieki, witka, za komentarz.

Klaniam sie z kapelutkiem do samej ziemi!
Już dawno był dzień, lecz wciąż jak gdyby było przed świtem.
Dostojewski

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Moderator
Posty: 1608
Rejestracja: 16 kwie 2015, 14:51

Re: Parada wolności

#5 Post autor: Gorgiasz » 05 lip 2017, 21:51

Przeczytałem z przyjemnością i zainteresowaniem dwukrotnie. Dobrze i nastrojowo napisane.
- co porabiałaś? - pytam grzecznie.
- Co porabiałaś? - pytam grzecznie.
Zwiedziliśmy synagogę, park żydowski, wyskoczyliśmy na lemoniadę i dzień skończył się w hotelu.
O ile się orientuję, w Łodzi nie ma synagogi, którą można zwiedzać. Parku żydowskiego na pewno nie ma; jest cmentarz.
ze chyba trzeba cos przezyc naprawde, cos musi zabolec i musi minac jeden wiek od tego bolu i trzeba to wszystko przezyc sto tysiecy razy i byc na jakims horyzoncie, z wielkiej dalekosci, z wielkiego dystansu, z innego swiata, innej ziemi, by stworzyc cos takiego i przede wsystkim trrzeba wiedziec, ze to nie ty ani ja, ani nikt inny jestesmy prawdziwymi tworcami, a jedynie falszerzami.
Pięknie i prawdziwie to ująłeś.

Awatar użytkownika
Josef Hosek
Posty: 108
Rejestracja: 07 maja 2016, 15:14

Re: Parada wolności

#6 Post autor: Josef Hosek » 07 lip 2017, 0:22

Dziękuję Gorgiaszu za to, żeś poświęcił czas nad tymi bzdurami. To że chce ci się mnie czytać jest dla mnie wielkim komplementem.
Już dawno był dzień, lecz wciąż jak gdyby było przed świtem.
Dostojewski

Halmar

Re: Parada wolności

#7 Post autor: Halmar » 07 lip 2017, 6:44

Jesteś mym idolem

:rosa:

witka
Posty: 3121
Rejestracja: 28 wrz 2016, 12:02

Re: Parada wolności

#8 Post autor: witka » 07 lip 2017, 9:02

Panie Josefie jestem częściowo jak inżynier Mamoń za takimi rzeczami, które się lubi, a tym razem niekoniecznie zna.
W stylu można coś podpatrzeć / odgapiać nie radzę /, w opisywanej historii jest hispatologiczny wycinek i mojego życia.
Są takie ściany ognia, namiętności przez które trzeba przejść jak np. radioterapię - poprostu inaczej się nie żyje.
A te plecy staruszka - to przedwcześnie podstarzałego autora, który zna zakończenie.
Jak nie - niech mi daruje. Ale nie musi.
Nie bój się snów, dzielić się tobą nie będę. - Eka

violka
Posty: 54
Rejestracja: 22 cze 2017, 13:46

Re: Parada wolności

#9 Post autor: violka » 13 lip 2017, 17:54

Ciekawie w słowa obleczona nutka nostalgii oraz za kimś lub za czymś, mgiełka tęsknoty...
Jakoś tak zadziałał na mnie ten tekst... Bardzo ładnie, Panie Josefie ;)
Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Josef Hosek
Posty: 108
Rejestracja: 07 maja 2016, 15:14

Re: Parada wolności

#10 Post autor: Josef Hosek » 18 lip 2017, 2:36

Jeszcze raz dziękuję, bardzo dziękuję.
I pozdrawiam, super mocno pozdrawiam!
Już dawno był dzień, lecz wciąż jak gdyby było przed świtem.
Dostojewski

ODPOWIEDZ

Wróć do „OPOWIADANIA”