W Bieszczadach

Apelujemy o umiar, jeśli chodzi o długość publikowanych tekstów.

Moderatorzy: Gorgiasz, Lucile

ODPOWIEDZ
Wiadomość
Autor
Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1044
Rejestracja: 24 kwie 2012, 9:01
Płeć:

W Bieszczadach

#1 Post autor: Alicja Jonasz » 19 lip 2017, 22:32

Jestem w drodze od świtu. Niedawno minęłam jakąś wioskę, potem pusto, żadnych domów, tylko pola i łąki, rzeka, bagno. Przed chwilą zaczął się las, a raczej ogromna puszcza, drzewa giganty, gąszcz, tu i ówdzie tumany mgły. Krajobraz jak z jakiegoś cholernego horroru, myślę i ściszam radio. Brakuje tylko, żeby w baku wyschło paliwo! O nieee, nie tym razem! Nie popełnię tego samego błędu co przed miesiącem! Wtedy zdałam się na Krzyśka i utknęłam bez kropli paliwa między stacjami. Dziś sama zatankowałam do pełna! Renówka śmiga jak wiatr. Jestem dobrej myśli. W końcu mam urlop. Zostawiam wszystko na dwa tygodnie, włącznie z nowiutkim tabletem, smartfonem, szpilkami z internetowego shopu za dwieście dziewięćdziesiąt dziewięć złotych, tandetną biżuterią, całą tą połyskującą w słońcu tandetą. Oho, błyska się! Grzmi. Psia kość, znowu ulewa! Świata nie widać! Grube krople bębnią w dach samochodu. Wycieraczki pracują rytmicznie, miarowo. Postanowiłam, że nie będę narzekać. Choćby nie wiem co się działo, masz śpiewać dziewczyno, powtarzam sobie w myślach, potem pam pam pam w kierownicę i wciskam mocniej pedał gazu. Auto wyrywa do przodu. Jest już późno. Nie uśmiecha mi się spędzić całe przedpołudnie w tym lesie z bieszczadzkimi diabłami. Na nogach gęsia skórka. Zapomniałam włączyć ciepły nawiew. Ciągle mam wrażenie, że kiedyś już tu byłam. Ta ulewa, ten las, gęsia skórka, ciepły nawiew... Deja vu?
Skoncentruj się, dziewczyno, strofuję sama siebie. Wczoraj też miałaś deja vu i co z tego? Podobno sześćdziesiąt siedem procent ludzi doświadczyło deja vu przynajmniej raz w życiu. Słyszysz? Sześćdziesiąt siedem procent! Taka cyfra chyba wystarczy, abyś wybiła sobie z głowy myśl o niezwykłości tego przeżycia? W Bieszczadach jestem po raz pierwszy. Wcześniej tylko o nich marzyłam... To właśnie możliwość spełniania marzeń utrzymuje mnie przy życiu.
- Góry, moje ukochane góry - śpiewam cichutko, jakbym bała się, że mnie usłyszą i uciekną. Nie usłyszą, deszcz szumi. Nie uciekną, będą zawsze na ciebie czekały, pełne piękna i grozy. Uciekać potrafią tylko ludzie, przed odpowiedzialnością, miłością, przed samymi sobą...
Przejaśnia się. Ulewa przechodzi w lekką mżawkę. Uchylam okno i oddycham głęboko. Powietrze przesycone lepką i chłodną wilgocią orzeźwia, chłodzi rozgrzane policzki. Delikatnie naciskam hamulec, auto zwalnia, sunie powoli po asfalcie. Tak jest dobrze. Nawigacja milczy. Cały czas prosto, wytyczam w myślach drogę, wystawiając rękę na zewnątrz. Drobne krople przyjemne łaskoczą chłodem. Najpierw zaciskam pięść, potem rozprostowuję palce i znów zaciskam. Na szosie pusto, brak pobocza, żadnych znaków, tylko po obu stronach nieprzenikniona ściana lasu. Grzmoty ucichły. Deszcz staje się coraz drobniejszy, rzadszy, w końcu zupełnie niknie. Wiatr uspokaja się. Spoglądam na zdjęcie zatknięte za lusterko, na widniejące na nim roześmiane twarze. Ja chyba też uciekam... od wspomnień. Miałaś śpiewać, wariatko, szepczę, walcząc z napływającymi do oczu łzami. Bieszczadzkie diabły zrobiły jednak swoje.
Nie powinnam była brać ze sobą tego zdjęcia. Dziecko miało tylko pięć lat, dziewczynka o jasnych, wesołych oczach. Możliwe, że błękitnych. Tak, na pewno błękitnych! Na czarno - białej fotografii nie widać koloru oczu. Obok małej jej matka, przytula córeczkę, obie patrzą w obiektyw aparatu. Są do siebie takie podobne, ten sam uśmiech, oczy... Są? Raczej były... były piękne zanim, ech... Miałaś o tym nie myśleć! Skoncentruj się na obecnej chwili! Masz urlop, całe czternaście dni, które spędzisz w głuszy, na krańcu świata. Zrozum, właśnie spełnia się twoje największe marzenie, a ty wszystko chcesz zepsuć! Weź się w garść! W tych górach mieszkają podobno dobre anioły, które biorą w opiekę każdą udręczoną duszę. Żadna istota na ziemi nie potrafi tego, co bieszczadzkie anioły. Zobaczysz, one o ciebie zawalczą, czyli zrobią coś, na co ty od dawna nie masz już siły.
Droga zdaje się nie mieć końca. Powinnam się gdzieś zatrzymać, odpocząć, czegoś napić. Zaschło mi w gardle. Mam chyba w schowku butelkę wody mineralnej. Totalny bałagan! Chusteczki higieniczne, miętusy, jakieś tabletki, scyzoryk makgajwera, pomadka do ust, piersiówka... Piersiówka? Krzysiek musiał ją tutaj włożyć. Wariat! Podarował mi to cacko na czterdzieste drugie urodziny. Dziwny prezent! Głupio mu było, gdy się rozpłakałam. Skąd mógł wiedzieć, przecież mu nie powiedziałam. Nikomu nie powiedziałam, nawet sama próbowałam zapomnieć. Chciałam wierzyć, że to, co się zdarzyło tamtej nocy, jest tylko sennym koszmarem...
Koszmary potrafią być bardzo realistyczne. Człowiek owładnięty myślą o nich zachowuje się jak chore, zaszczute zwierzę. Inne sprawy schodzą wtedy na plan dalszy. Przezwyciężyłam stan odrętwienia, nauczyłam się od nowa żyć. Czy na pewno? Nie, to tylko pozory, chwilowy stan uśpienia, rodzaj samooszukiwania się. Kupujesz w butiku sukienkę i zaczynasz zastanawiać się, jak w niej wyglądałaby ona, kobieta z twojego koszmaru. Patrzysz na biegające po placu zabaw dzieci, wsłuchujesz się w ich śmiech, podekscytowane głosy, i wyobrażasz sobie tą małą. Co by wolała - huśtawkę czy zjeżdżalnię? Jesteś w pracy, stukasz ostro w klawiaturę, bo musisz do końca zmiany przepisać ważny dokument dla szefa, i masz wrażenie, że każdy ze współpracowników patrzy ci na ręce... ręce, które przecież ubrudzone są we krwi. Czy można kogoś zabić i o tym zapomnieć? Nie, nie można! Jedź ostrożnie. Włącz radio. Wszystko jedno jaką stację!
Był mroźny, grudniowy wieczór. Tak się właśnie zazwyczaj zaczynają mroczne historie. Świętowałam z koleżankami awans. Piłam bez umiaru. Każda z nas piła... Nie pamiętam, kiedy urwał mi się film. Gdy w domu oprzytomniałam, Krzysiek siedział w fotelu i patrzył na mnie jakoś dziwnie, potem powiedział, że wracając z imprezy, musiałam w coś uderzyć - reflektor wybity, blacha wgnieciona, pęknięta przednia szyba. Właściwie to nic wielkiego. Krzysiek w ciągu jednego popołudnia sam sobie poradził z tymi usterkami. Jest najlepszym specem od aut w mieście. Zrobił co trzeba, samochód wyglądał jak nowy. Dzień później usłyszałam o wypadku - na przejściu dla pieszych zginęła kobieta z dzieckiem. Kierowca uciekł z miejsca wypadku. Dotarło do mnie, że to musiałam być ja, pijana morderczyni, której zabrakło odwagi zgłosić się na policję. Krzysiek o nic nie pytał. Może nie wiedział o wypadku, ja natomiast nigdy mu nie powiedziałam, nie zdradziłam swojej mrocznej tajemnicy. Żyłam, jakby nic się nie stało.
Kilka dni później w gazetach, pod napisem "Okrutny mord na ulicy! Matka z córką zginęły w wypadku!", ukazało się to zdjęcie. Wycięłam je i zatknęłam za lusterko. Najbardziej przeraża mnie fakt, że nie potrafię myśleć o tym okropnym zdarzeniu inaczej niż za pomocą krótkich, beznamiętnych zdań, które zdają się powstawać nie we mnie, lecz gdzieś na zewnątrz, poza moim umysłem. Jakbym to nie ja była ich autorką, jakby nie były częścią moich przeżyć, ale kogoś innego. Czy można być aż tak pozbawionym jakichkolwiek uczuć?! Automat powleczony skórą, zaprogramowany, aby naśladował ludzkie zachowania, pozbawiony jednak zdolności współczucia, odczuwania żalu...
Dochodzi jedenasta. Dziewczyno, otrząśnij się, powtarzam sobie w myślach i z powrotem włączam radio. Słychać tylko szum i trzaski.
- Cholera! - klnę półgłosem. - Znowu coś się knoci w tym rupciu!
Zaglądam do schowka w nadziei, że znajdę jakąś kasetę z muzyką. Jest tylko jedna z napisem "Dla Alicji". Ach, te prezenty od Krzyśka! Jego inwencja twórcza nie zna granic! Srebrny wisiorek z koniczynką znaleziony w cukierniczce, bilet do Bagateli w kopercie z rachunkami, a teraz ta kaseta... Czyżby składanka moich ulubionych przebojów? A może rodzaj amatorskiego audiobooka, lektor Krzysiek czyta dla mnie kolejny horror? Co tym razem? Masterton czy King? Stawiam na Kinga. Krzysiek wie, że uwielbiam jego twórczość. Na pewno King... Z uśmiechem wsuwam kasetę do kieszonki magnetofonu. Na zewnątrz lekka mgła, wilgotna ziemia paruje.
Miejscami opary jakby gęstsze, unoszą się tuż nad szosą, niemalże dotykając naznaczonego brudnymi kałużami asfaltu. Widoczność ograniczona. Instynktownie zdejmuję nogę z gazu. Odkąd mam prawko, jeżdżę przecież ostrożnie... Cóż za ironia losu! Nagły skurcz żołądka. Chyba powinnam odpocząć, myślę, wypatrując odpowiedniego miejsca na postój. Oddycham głęboko.
- Powinienem powiedzieć ci to od razu - rozlega się z głośników głos Krzyśka, cichy, jakby stłumiony. Naciskam kilkakrotnie przycisk głośności. Słychać trochę lepiej, nagranie jest jednak nadal niewyraźne.
- Powinienem się wtedy przyznać - mówi Krzysiek. Chwila przerwy, głośne westchnienie, chrząknięcie. - Pozwoliłem, abyś uwierzyła, że to ty...
Co jest grane? Zaczynam się niepokoić. Głos Krzyśka brzmi jakoś nienaturalnie. Naciskam hamulec, auto zwalnia. Zatrzymuję się w niewielkiej zatoczce i nasłuchuję. Cisza. Jak długo mogła tutaj leżeć ta kaseta?
- Pozwoliłem, abyś czuła się winna - rozlega się nagle. Zamykam oczy, mocno zaciskam powieki, aż do bólu. Boję się, że jeśli na nowo je otworzę, stanie się coś strasznego.
- Skazałem cię na piekło - jego słowa boleśnie wwiercają mi się w serce. - Tamtej nocy byłaś tak pijana, że nic nie pamiętasz, ani telefonu z informacją, żebym po ciebie przyjechał, ani tego, co wydarzyło się później, kiedy wiozłem cię śpiącą do domu. Ulice były puste i ciche jak wtedy, gdy wracaliśmy z Bagateli...
Wszystko rozmyło się niczym sen. Sen, którego wspomnienie wraca tylko na ułamek sekundy, potem odchodzi, w mgnieniu oka rozpływa się, niknie, nie pozostawiając w świadomości najmniejszego śladu. Dokąd odchodzą sny? Kiedy byłam mała, pytałam o to wszystkich. Wtedy żadna odpowiedzieć mnie nie zadowalała, dziś uwierzę we wszystko, nawet w największe kłamstwo!
Krzyś, mój poczciwy, kochany Krzyś, gotowy poświęcić wszystko, co najcenniejsze, byleby ratować swoją słabą, wiecznie pogubioną żonę. Wziąłeś winę na siebie, lecz musisz wiedzieć, że ja znam prawdę. Tamtej nocy to nie ty siedziałeś za kółkiem... Fakty temu przeczą, kochany. Nie mogłeś jednocześnie pisać maila do swojej matki i ratować mnie z opresji! Zapomniałeś o tym mailu, biedaku? Będę żyła tak, jak ty chcesz... Uwierzę w kłamstwo tak sprytnie podsunięte. Bieszczadzkie anioły na pewno mi w tym pomogą.
Ostatnio zmieniony 21 lip 2017, 12:54 przez Alicja Jonasz, łącznie zmieniany 2 razy.
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Moderator
Posty: 1608
Rejestracja: 16 kwie 2015, 14:51

Re: W Bieszczadach

#2 Post autor: Gorgiasz » 20 lip 2017, 13:47

Bardzo ładne opowiadanie. Dobrze napisane, głębokie w treści, choć pozornie historia ociera się o banał. I brzmi autentycznie.
tandetną biżuterią, całą tą połyskującą w słońcu tandetą.
Tandetną – tandetą: powtórzenie
Człowiek owładnięty myślą o nich zachowuje się jak chore, zaszczute zwierzę. Inne sprawy schodzą wtedy na plan dalszy. Mnie udało się przezwyciężyć stan odrętwienia, nauczyć się od nowa żyć. Czy na pewno? Nie, okazuje się, że to tylko pozory, chwilowy stan uśpienia, rodzaj samooszukiwania się. Kupujesz w butiku sukienkę i zaczynasz zastanawiać się, jak w niej wyglądałaby ona, kobieta z twojego koszmaru. Patrzysz na bawiące się na placu zabaw dzieci, wsłuchujesz się w ich śmiech, podekscytowane głosy, i wyobrażasz sobie tą małą.
Za dużo „się”.
Kilka dni później w gazetach, pod napisem "Okrutny mord na ulicy! Matka z córką zginęły w wypadku!", ukazało się to zdjęcie. Wycięłam je i zatknęłam za lusterko. Najbardziej przeraża mnie fakt, że nie potrafię myśleć o tym okropnym zdarzeniu inaczej niż za pomocą krótkich, beznamiętnych zdań, które zdają się powstawać nie we mnie, lecz gdzieś na zewnątrz, poza moim umysłem. Jakbym to nie ja była ich autorką, jakby nie były częścią moich przeżyć, ale kogoś innego. Czy można być aż tak pozbawionym jakichkolwiek uczuć?! Automat powleczony skórą, zaprogramowany, aby naśladował ludzkie zachowania, pozbawiony jednak zdolności współczucia, odczuwania żalu...
Bardzo interesujący fragment.
- Skazałem cię na piekło - jego słowa boleśnie wwiercają mi się w serce.
- Skazałem cię na piekło. - Jego słowa boleśnie wwiercają mi się w serce.

Awatar użytkownika
EdwardSkwarcan
Posty: 2660
Rejestracja: 23 gru 2013, 20:43

Re: W Bieszczadach

#3 Post autor: EdwardSkwarcan » 20 lip 2017, 23:38

Alicja Jonasz pisze: Przed godzinką minęłam jakąś wioskę, potem pusto, żadnych domów, tylko pola i łąki, rzeka, bagno.
Z tym się nie zgadzam, bo niezgodne z prawdą.
Jedziesz traktorem, czy z braku umiejętności jedynką?
Alicja Jonasz pisze:Przed chwilą zaczął się las, a raczej ogromna puszcza, drzewa giganty, gąszcz, tu i ówdzie tumany mgły. Krajobraz jak z jakiegoś cholernego horroru, myślę i ściszam radio
Te dwa zdania się gryzą, bo porównujesz uroki natury do horroru.
Alicja Jonasz pisze: Brakuje tylko, żeby w baku wyschło paliwo! O nieee, nie tym razem! Nie popełnię tego samego błędu co przed miesiącem! Wtedy zdałam się na Krzyśka i utknęłam bez kropli paliwa między stacjami.
Tutaj fantazja Cię poniosła, bo już w czasach komuny nie było problemów, więc tylko kierowca tuman je ma :)
Alicja Jonasz pisze: całą tą połyskującą w słońcu tandetą.
Niezbyt
Alicja Jonasz pisze: deja vu
Ile razy można się powtarzać?
Alicja Jonasz pisze:Słyszysz? Sześćdziesiąt siedem procent! Taka cyfra chyba wystarczy, abyś wybiła sobie z głowy myśl o niezwykłości tego przeżycia? W Bieszczadach jestem po raz pierwszy. Wcześniej tylko o nich marzyłam... To właśnie możliwość spełniania marzeń utrzymuje mnie przy życiu.
W tym momencie stwierdziłem, że piszesz bajkę "Alicja w krainie czarów", zresztą niezgodną z prawdą, więc kończę dzisiaj czytać bzdury.
Jutro zerknę. Znam Bieszczady na pamięć, więc nie cierpię bredni o nich!!!
Zgodzę się z przeczytanym fragmentem tylko wtedy, gdy korzystasz z kłada jadąc przez połoniny.
Wiesz co? Nie chcę publicznie, lecz mogę prywatnie napisać, bo prymitywnie odbierasz urok jednemu z najpiękniejszych zakątków kraju.
:no:

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1044
Rejestracja: 24 kwie 2012, 9:01
Płeć:

Re: W Bieszczadach

#4 Post autor: Alicja Jonasz » 21 lip 2017, 8:47

Dziękuję za opinie, Panowie. Nie trzeba mi nic tłumaczyć prywatnie, tutaj jest na to miejsce. Teksty zamieszczam publicznie i spodziewam się szczerych komentarzy pod nimi. Pozdrawiam.
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

Enbers
Posty: 335
Rejestracja: 30 paź 2011, 21:14
Lokalizacja: Katowice/Jędrzejów/Kraków

Re: W Bieszczadach

#5 Post autor: Enbers » 23 lip 2017, 0:09

Zgodzę się z Edwardem, że Bieszczady jednak wyglądają inaczej niż opisałaś - wiem, bo moja narzeczona jest z Ukra... znaczy z Bieszczad i bywam tam od czasu do czasu.

:)


Ale opowiadanie bardzo dobre. Przeczytałem jednym tchem, nie nudziłem się, zachęciłaś mnie do przypomnienia sobie Twojej twórczości.

Niemniej, nie mam litości dla pijanych kierowców.

Awatar użytkownika
Lucile
Moderator
Posty: 2484
Rejestracja: 23 wrz 2014, 0:12
Płeć:

Re: W Bieszczadach

#6 Post autor: Lucile » 23 lip 2017, 12:33

A mnie się, Alicjo,Twoje opowiadanie bardzo podoba.
Ja również mam swoje „górskie anioły”.
Te moje są gorczańskie – u podnóża tego pasma Karpat przyszłam na świat i przez kilkanaście lat schodziłam prawie wszystkie szlaki prowadzące na jego najwyższy szczyt - Turbacz.
Godzinami leżałam pod wyniosłymi smrekami, patrząc przez koronkę igieł w czysty błękit nieba, czasami doznając najprawdziwszej iluminacji. Obrazy, jakie bardziej wyczuwałam, przeżywałam niż widziałam, już na zawsze zostały wdrukowane w moją psyche.

Twoje opowiadanie nie jest przewodnikiem turystycznym, dlatego mnie w ogóle nie przeszkadzają wytknięte przez komentujących „nieścisłości krajobrazowe”.

Poczytałam z przyjemnością, dziękuję i pozdrawiam. :rosa:
Lucile
Non quivis, qui vestem gestat tigridis, audax


lucile@osme-pietro.pl

Awatar użytkownika
Alicja Jonasz
Posty: 1044
Rejestracja: 24 kwie 2012, 9:01
Płeć:

Re: W Bieszczadach

#7 Post autor: Alicja Jonasz » 23 lip 2017, 21:45

Przeczytaliście! Dziękuję za to, bo przecież już mi się drugi raz taki tekst nie przydarzy...
Alicja Jonasz

"A kiedy przyjdzie także po mnie
Zegarmistrz światła purpurowy
By mi zabełtać błękit w głowie
To będę jasny i gotowy"
Tadeusz Woźniak

szczepantrzeszcz
Posty: 203
Rejestracja: 28 lis 2016, 22:03

W Bieszczadach

#8 Post autor: szczepantrzeszcz » 28 lip 2017, 18:56

No tak, z tą godzinną jazdą po pustkowiach, Edward ma rację. Myślę, że ludzie Bieszczadu będą ten niuans zauważać. Nam się po prostu od zawsze marzyły góry puste i bezkresne, a Bieszczady, chociaż kochane i jedyne, puste nie są... nawet w moich czasach (lata osiemdziesiąte) nie były.

W kwestiach technicznych: mało błędów i czytanie byłoby przyjemne gdyby nie edytorska strona tekstu. Brak akapitów i dywizy zamiast półpauz nie ułatwiały czytania okularnikowi o zmęczonym spojrzeniu.

W kwestii tekstu: czytało się lekko, naprawdę lekko, jednak przez długi czas powtarzałem sobie: to nie moje Bieszczady. Dopiero kiedy dotarłem do końca, kiedy zobaczyłem cały problem, a nie ucieczkę przed problemem, pomyślałem, że może jednak moje.

Nie myślałaś, aby mocniej nawiązać do górskiej przyrody?

P.S.

Przyszła mi do głowy inna myśl. Opowiadanie możnaby rozpocząć krótkim fragmentem z owej feralnej imprezy i urwać tak, jak się film urywa. Potem trzy gwiazdki i pojechać z właściwą narracją. Ciekaw jestem, co o tym sądzisz.

ODPOWIEDZ

Wróć do „OPOWIADANIA”