Wyraziłaś to dosadnie.
Choć tylko osoba, która już przeżywała skostnienie w miłości może obawiać się jej ponownego ataku.
Podstępnego, bowiem całkiem naturalnego.
Otóż należałoby dokładnie określić zdefiniować rutynę.
Ciekawie zrobiła to Iza
Tylko że ja nie do końca zgadzam sie z konkluzją, że to brak życiowej iskry.Rutyna to skostnienie, to obojętność, to automatyzm zachowań. To brak życiowej iskry.
Na automatyźmie zachowań opiera się całe nasze życie.
Gdyby nie zachowania nieświadome, automatyczne, nie moglibyśmy w ogóle funkcjonować.
Tak jak ta stonoga, której zapytano w jakiej kolejności stawia nogi.
Zakwit miłości na chwilę burzy rutynę w życiu emocjonalnym.
To zaczarowane chwile kontrolowanego szaleństwa.
Chciałoby się, żeby trwały wiecznie. A to niemozliwe.
Przychodzi obopólne poznanie, przyzwyczajenie i rutyna właśnie.
Nie musi niszczyć miłości, związku uczuciowego.
To kwestia innego przepływu emocji.
I masz rację, Ewo, pamiętania o tym, żeby rutyna nie była skostnieniem.
Wspólnej walki, aby urozmaicać i nie popaść w monotonię.
Podobno jest wiele sposobów na przełamywanie rutyny.
Chociaż ona jest rzeczywiście podstępna, bo wcieka przez drzwi maleńką strużką wilgoci, niedostrzegalną, dopóki nie zaleje salonu, kuchni, sypialni.
Sposobem na rutynę jest kontrrutyna, czyli wyrobienie w sobie automatyzmu jej przeciwdziałania.
Pozdrawiam
Jurek
