Dziękuję wszystkim komentującym za zatrzymanie się pod wierszem.
Jak widzę, ile osób, tyle interpretacji.
To prawda, że wiersz jest smutny. To taka ilustracja do:
Na świecie było Słowo,
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
(J 1, 10-11)
Hosanna pisze:prezenty jako narzędzia zbrodni
można rozumieć też jako coś co odciąga nas od sensu właściwego
co jest powierzchowne i oddalające od spotkania serc
mogą być tez przekupstwem
manipulacją
Jest takie powiedzenie:
homo homini lupus. Nawet, gdy nadchodzi czas, tradycyjnie postrzegany za czas jednania się, naprawiania relacji, zbliżania się do innych ludzi, mamy dla siebie tylko złe słowa, nienawiść, nóż, który z chęcią wbilibyśmy bliźniemu w plecy, gdyby nikt nas nie ograniczał w naszych zapędach.
Hosanna pisze:imię i charakter pisma to osobna historia
historia miłości z oddali
miłości przez zasłonę
szczelną skoro nawet pismo nie znane
bohaterka boi się że bliższe spotkanie może ? okazać się przyczyną oddalenia
a nawet zranienia
mocnego zranienia (połamanie)
Bardziej chodziło mi o to, że niezwykle łatwo przychodzi nam ocenianie innych ludzi. Natrafiając zaś w ciemności na wyciągniętą dłoń, pragniemy najpierw sprawdzić, czy ta osoba przypadkiem nas w jakiś sposób nie mierzi, czy jej tożsamość pasuje do naszych wyobrażeń o ideale człowieka, czy ma ona odpowiednie poglądy, czy wolna jest od wad, które w naszych oczach ją dyskwalifikują. Jeśli ten "skan" wypadnie niekorzystnie, więź puszcza, uznajemy kogoś za niegodnego pozostawania w relacji, kogoś, kto nie zasługuje na to, aby się do niego zbliżyć.
Hosanna pisze:talerz dla wędrowca wobec faktów np odrzucenia uchodźców może sygnalizować pustkę rytuału
lub lęk przed obcym który nadaje temu rytuałowi nową granicę
Akurat nie myślałam o uchodźcach. Bardziej zależało pokazać pustkę rytuału, ale w takim ujęciu, że w ogóle zanikają w nas ludzkie odruchy. Relacje pozornie głębokie okazują się kruche i nietrwałe, wystarczy bardzo niewielki dysonans, a już wszystko się wali. Zadziwiające, jak łatwo jest skonfliktować ze sobą ludzi...
Nie tylko talerz dla wędrowca staje się pustym gestem. Samo przeżywanie Świąt również odbiega od ich rzeczywistego sensu. Mało kto zadaje sobie pytanie, dlaczego dzień Bożego Narodzenia jest świętem i co z tego wynika dla człowieka.
Komu to Boże Narodzenie jest na chwilę obecną potrzebne? Ateiści, antyklerykałowie itp. powinni uważać ów dzień za zwykły, codzienny. Najwyżej cieszyć się, że nie muszą iść do pracy. A ludzie wierzący? Wspólnotowe więzi duchowe już w ogóle nie istnieją. Nasza epoka, nasze czasy są zdecydowanie anty-wspólnotowe. Nie ma żadnej wartości nadrzędnej poza ludzkim "ego". Tymczasem i jedni, i drudzy biorą udział w przedstawieniu. Nie świętują, tylko celebrują widowisko.
Hosanna pisze:nagły przebłysk miłości tak ostary jaskrawy i oczywisty że przez chwile każde ego rozpływa się
przestaje istnieć
Dokładnie to miałam na myśli. Z tym, że odrobinę mniej optymistycznie podeszłam do tej wizji. Raczej nie widziałam tutaj miłości (jeszcze nie teraz), a bardziej dotkliwą prawdę, obnażenie każdego z nas w nietrwałym, słabym, ułomnym, skażonym człowieczeństwie.
O naturze ludzkiej nie mam dobrego zdania. Wystarczy prześledzić historię powszechną. Na przestrzeni dziejów wiele powstało systemów, reżimów, ideologii, koncepcji, które miały z założenia spowodować, że wszyscy będą szczęśliwi. Mnóstwo zrodziło się definicji "najlepszego ze światów". Żadna utopia się jednak nie sprawdziła. Wszystkie dobre pomysły zostały wypaczone, przez naszą pychę, pożądliwość, egoizm, głupotę, lenistwo, nieuczciwość. Natura człowieka nigdy nie pozwoli mu na zbudowanie raju na ziemi.
Nawiązuję tutaj też do tego, w jaki sposób i z czym stajemy przed obliczem Boga (Dzieciątka). Co mu przynosimy? Jedno spojrzenie (błysk światła betlejemskiego) pokazuje, że gdy odrzucimy cały balast pychy, fasadowych i nic nie znaczących pseudodokonań życiowych, jesteśmy nikim i niczym. Dla mnie to właśnie doświadczenie
vanitas jest bardzo ważne w nauce miłości bliźniego. Tylko człowiek świadomy swojej ułomności i swojej marności może się doskonalić.